Dwumecz z Shirakiem Gyumri | #75latZL 26 sty

Dwumecz z Shirakiem Gyumri | #75latZL

Dziś cofniemy się do 1995 roku. Wówczas KGHM Zagłębie Lubin miało okazję grać w rozgrywkach Pucharu UEFA. Zanim jednak Miedziowi zmierzyli się ze słynnym AC Milan, musieli pokonać egzotycznego przeciwnika – mistrza Armenii, Shirak Gyumri.

26 sty 2021 15:46

Fot. zaglebie.org
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Inne

Kiedy w sezonie 94/95 Zagłębie zajęło w lidze 4. miejsce, można było poczuć zawód. Miedziowi zdobyli tyle samo punktów co zajmujący ostatnie miejsce na podium GKS Katowice, ale okazali się gorsi w bezpośrednim bilansie pojedynków ze śląską drużyną. Mimo to udało im się zakwalifikować do europejskich rozgrywek. W finale Pucharu Polski, krajowy mistrz Legia Warszawa wygrała z GKS-em Katowice. Jednak mając już zapewniony udział w Lidze Mistrzów, ich miejsce w Pucharze Zdobywców Pucharów przypadło właśnie GieKSie. Analogicznie do tego, miejsce śląskiej drużyny w Pucharze UEFA zajęli lubinianie.

Podopieczni trenera Wiesława Wojno swoją przygodę w europejskich rozgrywkach pucharowych rozpoczęli już po rozpoczęciu sezonu I ligi. W pierwszej kolejce ulegli 0:1 Mistrzowi Polski Legii Warszawa, ale już w kolejnej serii gier pokazali charakter i odprawili Stal Mielec aż 5:1. Po takim spotkaniu i na 6. miejscu w tabeli Miedziowi przystąpili do pierwszego spotkania z Shirakiem Gyumri. Warto tu przytoczyć fragment wywiadu z ówczesnym szkoleniowcem Zagłębia. Zapytany o to, jak zagregował na losowanie odpowiedział:

“O przeciwniku nie wiemy kompletnie nic! No może tyle, że to mistrz Armenii. I że reprezentacja Armenii przegrała niedawno z Hiszpanią tylko 0:1. A więc lekceważyć rywala nie można. Stworzyliśmy bank informacji, przez ludzi z byłego Związku Radzieckiego. Nie wolno nam do tego meczu przystąpić w ciemno!”

Jak pokazał pierwszy mecz, rozgrywany z tym egzotycznym rywalem, w Lubinie trener Wojno miał rację. Ormian nie można było lekceważyć. Środek pola dyrygowany przez Artura Petrosyana (utalentowanego reprezentanta Armenii) zdominował Miedziowych, którzy w pierwszej połowie zostali zepchnięci do defensywy. Tylko doskonała dyspozycja Mirosława Dreszera zapobiegła utracie bramek przez nasz zespół. Ostatecznie w drugiej połowie lubinianie zreflektowali się i sami zaczęli przyciskać rywali. Pierwszy mecz zakończył się jednak remisem 0:0.

Na rewanż do Armenii lecieliśmy po 4. kolejce naszej rodzimej ligi. Zajmowaliśmy wówczas 10. miejsce z 5 punktami na koncie, zaliczając po drodze dwa remisy ze Śląskiem Wrocław i Sokołem Pniewy. Na ormiańską ziemię Miedziowi udali się samolotem Jak-40. Ich podróż, z międzylądowaniem w Odessie i Soczi, trwała aż 12 godzin. Mecz rewanżowy odbył się na stadionie stołecznego Araratu Erywań, ponieważ obiekt w Giumri nie spełniał wymogów.

KGHM Zagłębie Lubin (Trener: Wiesław Wojno): Mirosław Dreszer - Stefan Machaj (76’ Dariusz Lewandowski), Krzysztof Nalepka, Vadim Rogovskoy, Robert Bubnowicz, Piotr Przerywacz, Radosław Kałużny, Andrzej Szczypkowski (85’ Zbigniew Czajkowski), Wojciech Gorski, Jarosław Krzyżanowski, Sławomir Majak (79’ Radosław Jasiński).

FC Shirak Gyumri (Trener: Andranik Adamyan): Artur Hovhannisyan - Sargis Karapetyan, Gagik Margaryan, Hovhannes Tahmazyan, Harutyun Vardanyan, Arayik Adamyan, Grigor Grigoryan (75’ Felix Khojoyan), Kolya Yepranosyan (69’ Aram Tumasyan), Artur Petrosyan, Artyom Bernetsyan (66’ Hracik Avetisyan), Samvel Nikolyan.

Bogatsi o doświadczenie z pierwszego meczu przeciwko Shirakowi, Miedziowi postawili na rozsądną taktykę polegającą na ustawieniu szyków defensywy na 30 metrze od bramki i paraliżowanie wszystkich poczynań swoich rywali. Kluczowe dla kontroli meczu było zneutralizowanie Petrosiana, który w Lubinie sprawiał podopiecznym trenera Wiesława Wojno mnóstwo problemów. Odpowiedzialność za to zadanie spadła na barki Stefana Machaja. Jednak nawet ten doświadczony defensor miał z nim problem. Ostatecznie jego obowiązki przejął Krzysztof Nalepka. Kapitan Miedziowych nie miał za to problemów ze skierowaniem piłki do bramki Ormian. W 23 minucie dośrodkowanie Piotra Przerywacza z rzutu rożnego zamienił na gola po uderzeniu z główki.

Stracona bramka, do tego na własnym terenie po wyjazdowym remisie, podcięła naszym rywalom skrzydła. Mimo to walczyli do końca, starając się odwrócić losy meczu. Nie pomogli zawodnicy wprowadzani przez trenera Adamyana ani rzekomo stronniczy sędzia o ormiańskich korzeniach. Miedziowi utrzymali jednobramkowe prowadzenie do końca spotkania.

Piłkarze KGHM Zagłębia Lubin z pewnością zapamiętali to spotkanie przede wszystkim z trudów wyprawy na postkomunistyczny wschód. Długa i wyczerpująca podróż, trudne warunki oraz tajemniczy rywal. Do tego doszły również skorpiony w toalecie, o których wspominał w swoim wywiadzie z Krzysztofem Kostką Sławomir Majak (WYWIAD). Mimo tych wszystkich przeciwności losu Miedziowi awansowali do kolejnej rundy, gdzie czekał już na nich słynny AC Milan.