Piotr Burlikowski w wywiadzie dla Zagłębie TV (TEKST) 15 lis

Piotr Burlikowski w wywiadzie dla Zagłębie TV (TEKST)

Rozmowa z Dyrektorem Pionu Sportowego Piotrem Burlikowskim dostępna także w wersji tekstowej. Zapraszamy do przeczytania.

15 lis 2021 08:12

Fot. Zagłębie Lubin S.A.
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Inne

Panie Piotrze, witamy po kilku tygodniach pracy w naszym Klubie. Jakie są Pana przemyślenia po powrocie do Zagłębia Lubin?

- Z przyjemnością tu wróciłem i muszę powiedzieć, że te pierwsze kilka tygodni oceniam pozytywnie. Bardzo dobrze się tu czuję.

Dużo się zmieniło podczas tych kilku lat Pana nieobecności?

- Dużo się nie zmieniło, klub funkcjonuje na podobnych zasadach, co przy okazji mojej poprzedniej przygody z Zagłębiem. Widzę kilka nowych twarzy, wiele osób, z którymi miałem okazję poprzednio współpracować wciąż pracuje w klubie, więc czuję się trochę tak, jakbym wrócił po tygodniowym urlopie.

Wraca Pan jednak w nowej roli, jaką niewątpliwie jest stanowisko dyrektora pionu sportowego. Może Pan doprecyzować, jaki jest zakres Pana nowych obowiązków?

- Rola z pewnością jest inna, bo i zakres obowiązków jest zdecydowanie szerszy, niż poprzednio. Podstawową różnicą jest fakt, że oprócz pierwszego zespołu nadzoruję również funkcjonowanie Akademii Piłkarskiej KGHM Zagłębie.

Wróćmy do znajomych twarzy, które napotkał Pan po powrocie. Czy to Pana zdaniem dobrze, że klub zachowuje takiego rodzaju ciągłość funkcjonowania?

- Uważam, że to bardzo dobre, że w klubie tak się sprawy mają. Każdy klub powinien mieć swoją tożsamość, a Zagłębie ma swoich szeregach ludzi, którzy związani są z klubem nawet od kilkudziesięciu lat, jak na przykład trener Janusz Rak. Uważam, że to naprawdę duży atut naszego klubu.

Trener Rak czy trener Janusz Stańczyk, który niedawno odszedł na emeryturę to z pewnością ikony naszego klubu. Co Akademii Piłkarskiej daje obecność takich osobistości w kadrze szkoleniowej?

- Cieszę się, że zwrócił Pan na to uwagę. Moim zdaniem to wielka szkoda, że trener Stańczyk odszedł na emeryturę, gdyż polskiemu futbolowi brakuje takiej ciągłości szkolenia, na przestrzeni nawet kilkudziesięciu lat, czego gwarantami mogą być właśnie takie osoby jak wspomniani trenerzy Rak i Stańczyk. Niestety, ale wiele innych klubów w naszym kraju nie może pochwalić się takimi kadrami trenerskimi.

Pamiętam rozmowę z Bartkiem Kłudką, który niedawno debiutował w pierwszym zespole KGHM Zagłębia i on również zwracał uwagę na to, że dużo zyskał na tym, że to właśnie trener Rak przez kilka lat pod rząd kształtował go jako młodego zawodnika.

- Zdecydowanie tacy trenerzy to "złoto polskiej piłki", niestety obecnie obserwuje się trendy dążenia do zwiększania świeżości i młodości w wielu dziedzinach futbolu, w tym w sztabach szkoleniowych, przez co ludzie naprawdę wartościowi odstawiani są nieco na boczny tor. Nie mówię tutaj akurat o Zagłębiu, ale o ogólnym trendzie, który mam okazję obserwować na przestrzeni lat jako działacz. 

Przez kilka tygodni zdążył już Pan z pewnością dobrze przyjrzeć się funkcjonowaniu pierwszego zespołu, jak i Akademii. Czy po tym czasie nasuwają się już pewne wnioski?

- Oczywiście, przychodzi mi do głowy wiele spostrzeżeń związanych z funkcjonowaniem klubu na różnych jego płaszczyznach. Niektóre są bardzo pozytywne, niektóre wymagają jeszcze głębszej analizy, część zaś wymagać będzie od nas dokonania pewnych drobnych korekt, jednak dokonany tego we własnym, wewnętrznym gronie, w porozumieniu z Prezesem i Radą Nadzorczą. 

Zapytam więc o aspekt sportowy. Zespół notuje ostatnio słabszy okres, co Pana zdaniem stoi za takim stanem rzeczy?

- Gramy falami. Nie mamy, niestety, pewnej stabilizacji w grze. Jednak wpływa na to wiele czynników, w tym chociażby kontuzje czy adaptacja wciąż nowego sztabu szkoleniowego, który dopiero poznaje realny potencjał zespołu.  Drużynie brakuje stabilności, którą - gdy to uzyskamy - to na pewno będziemy zajmować zdecydowanie wyższe miejsce w tabeli. To, które zajmujemy obecnie, nie odzwierciedla realnego potencjału Zagłębia. 

Czy poziom prezentowany przez zespół choćby w trakcie pierwszych 60 minut niedawnego meczu w Gdańsku będzie stanowił dla drużyny punkt odniesienia co do tego, jak docelowo zawodnicy mają wyglądać na boisku?

- Nie będę ukrywał, że takie Zagłębie, jak w pierwszej połowie meczu z Lechią chciałbym oglądać zawsze. Wysoki pressing, liczne stwarzane sobie okazje - to z pewnością jest coś, do czego chcielibyśmy dążyć, przy jednoczesnym poprawieniu fazy wykańczania akcji. Do tego gra piłką, gra agresywna, ale przy tym czysta, podejmowanie rękawicy przeciwko nawet bardziej wymagającym rywalom - to jest pewien zespół cech, które powinien mieć ten zespół bez względu na zestawienie osobowe. Przez brak skuteczności, ten mecz wymknął nam się spod kontroli, zaś od 60. minuty widzieliśmy Zagłębie w stylu, którego już nigdy nie chciałbym oglądać - czyli bojaźliwe, wybijające piłkę z własnego pola karnego, niepotrafiące przeciwstawić się naporom rywala. 

Pojawiają się opinie, że taka zmiana w grze spowodowana jest zmianami, gdy na boisku pojawią się wielu młodych zawodników. Co sądzi Pan na ten temat?

- Uważam, że jest to kompletna bzdura. Zagłębie Lubin to klub, w którym ci młodzi chłopcy  będą mieli co raz większy udział w grze pierwszego zespołu. Stanie się to elementem nieodzownym, wręcz charakterystycznym dla klubu. Myślę, że zrzucanie winy na młodych zawodników to duże uproszczenie. Jesteśmy bardzo dobrym miejscem dla młodzieży i w mojej ocenie, jest to jedyna droga do zbudowania w dłuższej perspektywie czasowej dużo większej satysfakcji z pierwszego zespołu, niż ma to miejsce obecnie.

Mówił Pan, że pracując jeszcze w Polskim Związku Piłki Nożnej widział Pan na własne oczy, jak dużo dobrego młodym kadrowiczom dają wyjazdy na zagraniczne mecze i turnieje. Co występy w takich spotkaniach mogą dać takim młodym chłopakom Pana zdaniem?

- Z pewnością niebagatelny bagaż doświadczeń. Nikt w klubie nie wątpliwości, że nasi chłopcy, tacy jak Sławiński, Kusztal, Lepczyński czy Pieńko by się rozwijać, potrzebują też przeżyć kilka słabszych momentów, z których będą w stanie wyciągnąć niezbędne doświadczenie i przełożyć je na przyszłość. Uważam, że młodzież, która odważnie puka do drzwi pierwszego zespołu ma odpowiedni poziom umiejętności, by za jakiś czas stanowić o sile tego klubu. 

Nie boi się dyrektor, że obecnie mając jedną z najmłodszych, jeśli nie najmłodszą drużynę w lidze, taka sinusoidalna forma będzie się wciąż powtarzać?

- Jest to wkalkulowane w funkcjonowanie klubu w takim modelu, jaki przyjęliśmy za odpowiedni. Zadam inne pytanie: czy w latach poprzednich, gdy nie mieliśmy tak młodego zespołu zmiana "in plus" była jakoś szczególnie odczuwalna? Myślę, że nie. My w klubie jesteśmy od tego, że proces wprowadzania młodych przeprowadzać rozsądnie, zachowując odpowiedni balans, by w przypadku przeszarżowania kolokwialnie mówiąc "nie wylać dziecka z kąpielą". Potrzebne nam jest zbudowanie mentalności, która potrzebna będzie w perspektywie do osiągnięcia wyższych celów sportowych, a młodzi chłopcy mają to do siebie, że tę mentalność można z nimi z biegiem czasu wypracować. Wiele osób grających wcześniej w piłkę, czy to trenerów z Akademii, czy z pierwszego zespołu mają świadomość, że sami jako młodzi zawodnicy rzucani byli na głęboką wodę i musieli sobie poradzić ze skalą wyzwania, by na dłużej zadomowić się w seniorskim futbolu. Nic nie daje pozytywnego "kopa" w rozwoju, jak weryfikacja umiejętności na tle coraz to bardziej wymagających rywali. 

Zapytam jeszcze o trenera Dariusza Żurawia, na którego spadła fala krytyki szczególnie po tym ostatnim spotkaniu, Pan jednak wielokrotnie stawał za trenerem i pozytywnie opiniował jego pracę. Jak więc cała sprawa wygląda z pańskiej perspektywy?

- Niezmiennie podtrzymuje swoje stanowisko. To, co na pewno jest swego rodzaju bolączką naszej piłki, to nieustanna krytyka trenerów i wieczne niezadowolenie z ich pracy. Oczywiście, chcielibyśmy zdobywać mnóstwo punktów, osiągając w tym aspekcie pewną stabilność. Trener Żuraw pokazał, choćby w Lechu Poznań, że dobrze odnajduje się w modelu stosowanym również u nas, czyli wprowadzaniu młodzieży przy jednoczesnej presji i moim zdaniem dał sobie z tym doskonale radę. Zdajemy sobie sprawę, że w takim projekcie jak nasz, turbulencje z pewnością się pojawią, ale jest to wkalkulowane ryzyko, jeśli w najbliższej przyszłości chcemy być zadowoleni z naszego zespołu.

Jaki więc cel stawiacie przed pierwszym zespołem?

- Zdaję sobie sprawę, że kibic chciałby usłyszeć zdanie "gramy o Mistrzostwo Polski" czy "gramy o Puchar Polski", jednakże takie postawienie sobie jednoznacznego celu do osiągnięcia wcale nas do niego nie przybliży. Najpierw drużyna musi dojrzeć do określonego poziomu, by móc grać o najwyższe cele sama z siebie, bez narzucania sobie konkretnego celu. Zagłębie dwukrotnie w swojej historii zdobyło Mistrzostwo, niestety nigdy nie zdobyło Pucharu a ja osobiście chciałbym, byśmy nawiązali choćby do czasów mojej poprzedniej kadencji, gdy graliśmy w europejskich pucharach po zdobyciu brązowego medalu. Myślę, że gdy osiągniemy tak jak wcześniej wspomniałem, określony poziom sportowy, to wyniki i osiągnięcia przyjdą same. A jesteśmy klubem, który jest w stanie krok po kroku dążyć w tym kierunku. 

W oparciu o jakich zawodników chcecie budować silne Zagłębie? Mamy rzeszę młodych, zdolnych zawodników palących się do gry. Kiedy będą oni gotowi, by odgrywać pierwszoplanowe role w naszym zespole?

- Bedą gotowi, kiedy zbudujemy ich mentalność, pewność siebie, gdy uznamy, że są gotowi do odgrywania ważnych ról na boisku. Pamiętam wielu zawodników, który przewinęli się przez ten klub, zostając skreślonymi na relatywnie wczesnym etapie. Przychodzą mi na myśl chociażby Kamil Wilczek czy Adam Buksa, którzy z pewnością są bardzo dobrymi zawodnikami i chciałbym, by ponownie byli zawodnikami naszego klubu, chociaż oni niekoniecznie mogliby być zainteresowani takim scenariuszem. Również z rozmów z Krzyśkiem Piątkiem wnioskuję, że czuł się tutaj postrzegany jako dosyć nieskuteczny napastnik. Namawiam więc do jednej rzeczy - trochę większej cierpliwości, może szerszego spojrzenia na temat, niekoniecznie w wymiarze zero-jedynkowym. Młodzi chłopcy stanowią wartość naszego klubu i jestem przekonany, że osoby obecnie narzekające na ich postawę w przyszłości będą odczuwać dumę, że tacy zawodnicy reprezentowali barwy ich klubu. 

A czy ma Pan może przygotowany już profil zawodnika, jakiego Zagłębie poszukiwać będzie na rynku transferowym w przypadku, gdy Akademia nie będzie w stanie dostarczyć I zespołowi zawodnika gotowego do gry w relatywnie niedługim odstępie czasu?

- Oczywiście, nie jest tak, że cała wyjściowa jedenastka składać się będzie tylko i wyłącznie z zawodników, którzy ukształtowani zostali przez Akademię, gdyż w tym aspekcie chcemy zachować pewien balans. Szukać będziemy zawodników, którzy będą nie tylko prezentować określony, wysoki poziom piłkarski, ale też mentalny, co jest zdecydowanie potrzebne temu zespołowi. 

Czy istnieje więc lista pozycji, na które klub będzie poszukiwał wzmocnień,  czy na razie zbyt wcześnie na to?

- Oczywiście mamy przemyślenia co do tego, które formacje na boisku chcemy wzmocnić. Kibic przede wszystkim chce widzieć satysfakcjonujący efekt końcowy, czyli dobrą postawę drużyny, a niekoniecznie drogę do osiągnięcia tego celu. Oczywiście mamy swoje typy co do konkretnych pozycji czy zawodników, których chcemy pozyskać, ale w piłce jest tyle elementów zmiennych, że zawodnik, którym dziś się mocniej zainteresujemy okaże się dla nas niedostępny, złapie uraz lub zmieni klub. Mamy swój pomysł na to, jak Zagłębie ma wyglądać w perspektywie jednego, dwóch czy trzech okienek transferowych. 

Porozmawiajmy więc o zawodnikach, których już mamy. Czy podpisze się Pan pod opinią, że doświadczeni zawodnicy tacy jak Filip Starzyński czy Jakub Żubrowski jako doświadczeni gracze dają bardzo dużo zespołowi, co było szczególnie widoczne właśnie w mecz z Lechią?

- Nie będę ukrywał, że moich pierwszych dniach po powrocie do Zagłębia bardzo dużo nasłuchałem się o tym, jak to rzekomo Filip Starzyński jest już słaby, jak to nie chce mu się już biegać i tym podobne opinie. Teraz przyglądam mu się z bliska i widzę, że wciąż jest on wyróżniającym się zawodnikiem nie tylko na tle klubu, ale też i całej PKO Ekstraklasy. Być może miał on trochę słabszy okres, co zdarza się każdemu z nas, ale na pewno nie można o nim powiedzieć, że jest zawodnikiem, który nie daje zespołowi jakości czy liczb. Filip jest graczem, który moim zdaniem od wielu lat jest bardzo znaczącą postacią w KGHM Zagłębiu, a takiego Filipa jak ten w ostatnim czasie chciałbym oglądać w każdym spotkaniu. 

Wspominał Pan o słabszych okresach, a nasz zespół niewątpliwie przeżywa właśnie teraz taki okres. Czy ma Pan może jakąś diagnozę na temat tego, co można zrobić, by ta forma zarówno u młodszych, jak i bardziej doświadczonych zawodników poszła w górę?

- Na pewno mam swoje przemyślenia i uwagi, o których rozmawiamy ze sztabem, bo to właśnie do niego należy finalna diagnoza i wdrażanie działań naprawczych, by tych zachwiań nie było, takiej swego rodzaju sinusoidy formy. Na pewno chciałbym, by zespół cały czas grał na poziomie pierwszej połowy z Lechią, z jak najmniej na poziomie drugiej połowy tego meczu, podobne wahania widzieliśmy też choćby w Mielcu, w którym druga połowa była katastrofalna. Jeśli ustabilizujemy formę na poziomie tym z lepszych momentów naszego zespołu, to na pewno wszyscy będziemy zadowoleni.

Jaki sposób działania przyjmie klub w stosunku do zawodników chcących pracodawcę? W jakich zawodników KGHM Zagłębie chce inwestować?

- Na początku powiem dość ogólnikowo, ale też dosadnie: będziemy chcieli zatrzymać zawodników, którzy będą wiązać swoją przyszłość z naszym klubem, to jest klucz. Nie będziemy na siłę nikogo zatrzymywać. Polska piłka potrzebuje pewnego charakteru, ale i świadomości własnej wartości ze strony zawodników, których pęd w kierunku lepszych lig jest często dosyć nieuzasadniony ze sportowego punktu widzenia. Z rozmów z agentami czy zawodnikami mogę wyciągnąć wniosek, że polska liga traktowana jest jako "stacja pośrednia" w drodze do lepszych lig, co na pewno utrudnia polskim klubom utrzymanie u siebie co lepszych zawodników. Wracają do pana pytania: na pewno chcemy w Zagłębiu zawodników świadomych miejsca kariery, w którym znajdują się w danym momencie, jak i tego, że przy ciężkiej pracy mogą się jeszcze rozwinąć. W innych wypadkach dojdzie do sytuacji, w której żadna ze stron nie będzie zadowolona.

Trochę wyprzedził Pan moje następne pytanie. Jakie argumenty po swojej stronie ma klub przy rozmowach kontraktowych? Na pewno jesteśmy bardzo dobrym miejscem dla rozwoju dla piłkarzy zarówno młodych, jak i tych bardziej doświadczonych.

- Weźmy chociaż napastników, którzy w ostatnich latach przewinęli się przez Zagłębie: Kamila Wilczka, który niestety tutaj nie zaistniał, czy o Krzyśka Piątka, Kubę Świerczoka, Bartka Białka czy Adama Buksę. To są przykłady zawodników, których kariery nabrały rozpędu dzięki lub między innymi Zagłębiu. U jednych w większym, u innych w mniejszym stopniu. Wracając jeszcze do poprzedniego pytania: chcemy budować wśród zawodników świadomość, że Zagłębie może być bardzo dobrym miejscem do zbudowania swojej kariery. Na pewno nie chcemy zawodników, którzy do Lubina przyszliby jedynie w celu "skonsumowania" własnej kariery i czerpania korzyści ze wcześniejszych osiągnięć z innych klubów, podpisując ostatni lepszy kontrakt w życiu. 

A nie boi się Pan, że w pewnym momencie będziemy musieli porzucić strategię stawiania na młodych na rzecz bezpieczniejszych rozwiązań, gdy punktów zacznie brakować?

- Odpowiem od razu i bez wahania: oczywiście, że boję się, że może dojść do takiej sytuacji. Wierzę jednak, iż do takiej sytuacji nie dojdzie, gdyż trener Żuraw jest na tyle doświadczonym trenerem, że będzie w stanie zdobyć z zespołem określoną liczbę punktów przy jednoczesnym trzymaniu się modelowej strategii klubu. Mam nadzieję, że jeśli w Lechu trenerowi ta sztuka udała się z bardzo dobrym skutkiem, to podobnie może być u nas w Zagłębiu.

Często ogląda Pan osobiście mecze naszej drugiej drużyny, czy zespołów grających w CLJ. Wiem, że pewne zmiany w funkcjonowaniu Akademii już są wprowadzane. Jaki jest plan na zaplecze Zagłębia Lubin?

- Na pewno jesteśmy zadowoleni, że zespół oparty na wychowankach Akademii, stanowiący swego rodzaju "produkt finalny" są w stanie w starciach z drużynami mającymi w swoich składach zawodników z przeszłością międzynarodową czy ekstraklasową zagwarantować odpowiedni poziom sportowy. Marzyłbym o tym, żeby taki model przełożyć kiedyś na PKO Ekstraklasę, jednak może to pozostać tylko w sferze marzeń. Wszystko jest jednak w głowie, w mentalności naszych młodych graczy, którzy jeśli wejdą na odpowiedni poziom, to na pewno będą grać w pierwszym zespole. 

Czy może Pan już wskazać konkretne zmiany w modelu funkcjonowania AP KGHM Zagłębie?

- Na bezpośrednie zmiany przyjdzie czas, prawdopodobnie na początku roku. Wcześniej te plany trzeba przedstawić Prezesowi czy Radzie Nadzorczej i uzyskać ich akceptację. W dużym skrócie, chciałbym w taki sposób przeorganizować treningi, by zawodnicy trafiający na szczebel seniorski byli przygotowani na taką właśnie intensywność. Również gorąco namawiam trenerów, by jeszcze mocniej stawiać na akcenty ofensywne i stawianie na grę z wysokim pressingiem. Jeśli takie podejście będziemy zaszczepiać w zawodnikach od najmłodszych lat, to po awansie do pierwszego zespołu będą oni gotowi do gry w sposób, który w obecnych czasach chce się oglądać. 

Czy wierzy Pan, że na poziomie III ligi czy Centralnej Ligi Juniorów można znaleźć zawodników, którzy mogliby dobrze odnaleźć się w pierwszym zespole Zagłębia?

- Oczywiście, że można, jest to tylko i aż kwestia odwagi i pewnej konsekwencji. Od razu na myśl przychodzi mi Mariusz Fornalczyk z Pogoni Szczecin, do której dołączył rok temu z Polonii Bytom, a w tym sezonie Ekstraklasy zanotował już 5 meczów. Piłka nożna właśnie polegam na tym, żeby wyławiać nieoszlifowane diamenty i dawać i potem szansę, by zabłysnęły. 

Dział skautingu przeszedł teraz pod pański nadzór, gdyż z klubu odszedł dotychczasowy szef działu skautingu Jakub Chodorowski. Jakich zmian w funkcjonowaniu tego działu możemy się spodziewać?

- Staram się wrócić do modelu funkcjonowania działu skautingu, który wdrożony był w czasie mojej poprzedniej kadencji i moim zdaniem zdał egzamin. Mamy też w sztabie dyrektora sportowego Lubomira Guldana, więc myślę, że jeśli chodzi o skauting to poradzimy sobie z przyszłymi wyzwaniami. Wiadomo, że decyzje będziemy podejmować kolegialnie, jednak na pewno to ja będę osobą odpowiedzialną za efekty pracy działu skautingu. 

Obecnie jest Pan w klubie szósty tydzień. Jeśli mielibyśmy spotkać się za rok, to z czego będzie Pan zadowolony jeśli chodzi o KGHM Zagłębie, jak i Akademię?

- Będę zadowolony, jeśli zespół będzie grać tak, jak w pierwszej połowie meczu z Lechią, a poprzemy to odpowiednią liczbą zdobytych punktów. Pozytywne wyniki dadzą zadowolenie wszystkim członkom społeczności Zagłębia Lubin, którym nasz klub leży na sercu. Życie pokaże, do jakich efektów poprowadzi nas wdrożenie takiego modelu. Chciałbym, byśmy grali piłkę ofensywną, przyjemną dla oka. Widowiskowo, strzelając wiele bramek, wygrywając mecze, by kibice mieli przeczucie, że takie Zagłębie warto oglądać, że dla takiego Zagłębia warto osobiście przyjść na stadion, by stać się częścią widowiska. Krótko mówiąc, chcemy dawać swoją grą satysfakcję. Chciałbym też, żebyśmy stopniowo wprowadzali do pierwszego zespołu młodych chłopaków, którzy w tym klubie są elementem nieodzownym. Jestem bardzo zadowolony, że nasz klub jest miejscem, w którym możemy takich chłopców wychowywać, przez co w perspektywie zyskujemy bezpośredni wpływ na jego przyszłość. Mam nadzieję, że gdy za jakiś czas będę odchodził z klubu, to będę równie usatysfakcjonowany z tego, co zostawiam, jak gdy poprzednio odchodziłem z Zagłębia. 

A czego chciałbym Pan uniknąć?

- Na pewno chciałbym uniknąć niezadowolenia z wyników naszej wspólnej pracy czy rezultatów osiąganych przez zespół, jak i odejścia od tego, co sobie zamierzyliśmy. Chciałbym też uniknąć rozczarowania kibiców, czy też samego siebie.

Z całokształtu pańskich dzisiejszych wypowiedzi wynika, że w piłce jedną z kluczowych cech powinna być cierpliwość. Dlaczego więc kibice Zagłębia powinni Pana zdaniem być cierpliwi?

- Kibice Zagłębia nie są odosobnieni w braku cierpliwości, jest to ogólnie rzecz biorąc bolączka naszej polskiej piłki. Pamiętam pytanie jednego z kibiców klubu, po awansie do Ekstraklasy w 2015 roku, które brzmiało: "Kiedy doczekamy się kolejnego mistrzostwa?". Na pewno bardzo miło jest zapisać się zdobyciem jakiegoś trofeum w historii, jednak żeby coś zdobyć, to trzeba najpierw coś zbudować, a do tego potrzebna jest cierpliwość i konsekwencja. Kibice Zagłębia są bardzo zaangażowani w życie klubu, na bieżąco reagują na wszelkie wiadomości z niego i jest to bardzo dobre, bo bez presji ze strony kibiców nie ma rozwoju. Każdy z nas musi mieć poczucie odpowiedzialności za wyniki zespołu przed kibicami, byśmy mogli sprostać tym oczekiwaniom, które też sami sobie stawiamy. Mamy nadzieję, że byłoby to dobre podsumowanie naszej pracy i dlatego chciałbym poprosić o zrozumienie i spokój wokół klubu, gdyż chcąc zbudować młodego piłkarza o naprawdę nieprzeciętnym talencie, kibice nie mogą bombardować go komentarzami typu „ nie nadaje się", albo wprost wskazując ich jako winnych porażki. Ci chłopcy czytają to, a obecnie wpływ mediów społecznościowych na funkcjonowanie młodych ludzi jest naprawdę niebagatelny. Mam przy tym nadzieję, że ci sami kibice, będą z jakiś czas dumni z naszego klubu, który zawsze będzie oparty na mocnej Akademii, na wielu wychowankach w składzie i mocnym zapleczu kibicowskim, żywo zainteresowanych rozwojem klubu jako całości. Chcę jeszcze raz podkreślić, że szkolenie młodzieży charakternej, świadomej znaczenia miejsca, w którym się znajduje będzie bardzo ważne dla naszego klubu.