Robert Kolendowicz: Będąc w Lubinie zawsze mam uśmiech na twarzy 19 mar

Robert Kolendowicz: Będąc w Lubinie zawsze mam uśmiech na twarzy

Jego przyjście do Lubina odbiło się głośnym echem w środowisku piłkarskim. Przez wiele lat uważany za zawodnika z ogromnym potencjałem, ale to dopiero w Lubinie rozwinął skrzydła i otarł się nawet o Reprezentację Polski. Cztery sezony spędzone w Zagłębiu Lubin, jeden tytuł mistrzowski i mnóstwo ciekawych wspomnień. Jak wyglądało jego wejście do szatni Zagłębia? Czy rzeczywiście był talizmanem „Miedziowych” i … jak zakończyła się historia ze zgubionym portfelem? Nasza rozmowa z byłym pomocnikiem naszego klubu dostępna jest w "Naszym Zagłębiu" - zachęcamy do zakupu w FanShopie Zagłębia w Cuprum Arenie. Poniżej fragmenty wywiadu.

19 mar 2019 15:00

Udostępnij

Inne

(...)

A jak skomentujesz wypowiedź Tomasza Hajty, który stwierdził, że poszedłeś do Zagłębia dla pieniędzy.

- Przychodząc do ŁKS-u, uzgodniłem z działaczami zapis, który gwarantował mi odejście. Wiedziałem o tym ja, mój agent, ale też inne osoby związane z klubem. Kontrakt był tak skonstruowany, że w przypadku atrakcyjnej oferty dla mnie i klubu z Łodzi, mogłem odejść. Później wytworzyło się to – moim zdaniem – sztuczne zamieszanie. Ja nigdy nie ukrywałem, że przychodzę do ŁKS-u, żeby grać jak najlepiej dla klubu, ale i dla siebie samego. Niemniej jednak te zarzuty wobec mnie się pojawiły, ale miałem sporo argumentów na swoją obronę. Prawda jest taka, że gdyby chodziło o pieniądze wybrał bym ofertę innego klubu, który zaproponował mi w tamtym czasie lepsze warunki.

(...)

Jak wyglądało wejście do szatni Zagłębia?

To była bardzo fajna ekipa! To była dobra mieszanka doświadczenia, młodości i przeróżnych charakterów. Uważam, że był zachowany idealny balans, dlatego to wszystko tak dobrze funkcjonowało. Pamiętam, że to była drużyna prowadzona przez młodych trenerów starających się wprowadzić ówczesne nowinki. Mieli w sobie to coś, co pozwoliło wszystkim zawodnikom podążać za nimi. Wiadomo, jednym było łatwiej – szczególnie młodym, którzy łapali wszystko w mig – ale starsi zawodnicy też nie narzekali. Podkreślę to jeszcze raz, że dobór tych charakterów, czasami skrajnie różnych był wręcz idealny. Nie wiem na ile to było planowane, a na ile była to kwestia przypadku, ale wszystko funkcjonowało jak należy.

(...)

Cel jakim był awans do elity udaje się zrealizować już w następnym sezonie. Ty jednak w Zagłębiu zostajesz jedynie pół roku.

- To były czasy, kiedy po trenerze Michniewiczu w Lubinie w krótkim czasie pracowało wielu trenerów. Ulatowski, Fornalak, Jończyk, Lenczyk, Lesiak, Broniszewski i Smuda, to wszystko wpływało negatywnie na stabilizację. Każdy z nich miał przecież inną wizję, a i dla samego zawodnika nie jest to łatwa sytuacja. Zanim zdążysz się zaadoptować do tej jednej filozofii, już trzeba do kolejnej. To są szczegóły, na które przeciętny kibic nie zwraca uwagi, a w rozwoju zawodnika są niezwykle istotne.

Po awansie nikt w klubie nie usiadł ze mną do rozmów na temat umowy i to był dla mnie sygnał, że mój czas w Lubinie powoli dobiega końca. Tak rzeczywiście było i po pół roku faktycznie odszedłem.

"Nasze Zagłębie" z obszernym wywiadem z Robertem Kolendowiczem dostępne jest w FanShopie Zagłębia Lubin w Cuprum Arenie. Cena - 3 zł. Zachęcamy do zakupu!