#ZAGPIA | Gwiazda Rywala - Gerard Badia 24 sie

#ZAGPIA | Gwiazda Rywala - Gerard Badia

Piast Gliwice, to drużyna, która w ubiegłym sezonie pracowała przez cały czas po cichu, ale efekty zrobiły duży hałas. Nieustępliwie goniąc, wyprzedzili na ostatniej prostej całą konkurencję i stanęli na najwyższym stopniu podium Ekstraklasy. W całej rywalizacji kilka postaci było kluczowych. Jednym z nich jest choćby Gerard Badia – Hiszpan pełniący funkcję kapitana drużyny.

24 sie 2019 14:30

Fot. Zagłębie Lubin S.A.
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Ekstraklasa

Czytając bądź słysząc różnego rodzaju wypowiedzi Hiszpanów, my, Polacy zastanawiamy się co z nimi jest nie tak. Wszystko widzą przez różowe okulary, nie zdarza im się narzekać i cały czas chodzą uśmiechnięci. Badia nie jest żadnym odstępstwem od tej reguły. Co więcej, jest wręcz idealnym przykładem tej definicji, która zawsze maluje nam się w głowie gdy słyszymy słowo „Hiszpan”. Mija piąty rok pobytu Gerarda w Polsce. Cały czas reprezentuje ten sam klub, choć pewnie po niektórych sezonach do menedżera wydzwaniali ludzie, chętni zatrudnić pomocnika na lepszych warunkach.

Nie chcemy pisać, że stąpa twardo po ziemi, ale na pewno jest człowiekiem trzeźwo oceniającym realia. Wie, że nie będzie piłkarzem przez całe życie, wiecznie zarabiającym duże pieniądze. Stawia szczęście rodziny wyżej niż dwukrotnie wyższa pensja w innym klubie. Charakterem i mentalnością przerasta niejednego i właśnie o tym w głównej mierze będzie ten tekst. Umiejętności bowiem ma duże, jak na warunki naszej ligi, ale nie wyrasta nimi ponad przeciętność.

Choć Hiszpan przyznaje, że w Polsce bardzo mu się podoba, to po przejściu na sportową emeryturę wróci do swojego kraju. Powodów takiej decyzji jest kilka. Po pierwsze,  bardzo lubi tamtejszy styl życia. Dlatego początkowo nie umiał zrozumieć tego, że w naszym kraju wypomina się temat spożywania do posiłków lampki wina czy szklanki dobrego piwa. Twierdzi, że w Hiszpanii jest to normą i największe gwiazdy tamtejszej ligii nie ukrywają się w domowym zaciszu, żeby zrelaksować się przy odrobinie alkoholu. Poza tym, czekają na niego interesy. Badia już wie jak z grubsza będzie wyglądało jego „życie po życiu”. Często mówi się, że sportowcy nie umieją płynnie przejść w normalną codzienność zwykłego Kowalskiego. Pomocnik Piasta jest tutaj zaprzeczeniem – wszak sam mówi o tym, że ma w rodzinnym kraju pobudowane posiadłości, a także chętnie się zajmie wymianą opon w rodzinnej firmie swojej żony.

Taka normalność u człowieka zarabiającego grubo ponad przeciętną ma swoje źródło w jego rodzinnym domu. Nie wywodzi się z bogatej rodziny. Jego ojciec na co dzień trudni się pracą w masarni, mama zaś jest fryzjerką. W ich domu nigdy się nie przelewało. Dziewięć lat temu, kiedy występował w trzecioligowych rezerwach Realu Murcia doznał kontuzji, która mogła przekreślić jego dalszą karierę. Żeby wrócić do pełni sił, potrzebna była ryzykowna operacja kolana. Koszt chirurgicznego zabiegu opiewał na kwotę 20 tysięcy euro. W tej ciężkiej sytuacji młodego Badię wspomógł dziadek i to najstarszy z rodu uratowała mu zdrowie i karierę.

Pół roku wracał do pełni zdrowia, a później tułał się po innych mało znaczących klubach w Hiszpanii, które nie płaciły pieniędzy na czas. Badia w tym czasie balansował na cienkiej granicy. Był o jeden krok od rzucenia piłki i tyle samo od pozostania w niej. Piłkarskie znajomości pozwoliły mu nawiązać kontakt z Piastem. Udało mu się wyjść z cienia i przenieść się do najwyższej ligi w Polsce. Związek gliwickiego klubu z Hiszpanem szóstego lutego będzie obchodził swoje sześciolecie.

Przez  ponad pół dekady Badia w Piaście osiągnął wiele. Od statusu zwykłego gracza po kapitana. Pomocnik swoją niesamowitą osobowością po prostu przyciąga ludzi jak magnes. Nieważne czy opowiada o wygranym, czy przegranym meczu, ten człowiek wyrzuca z siebie wszystkie emocje i pokazuje, jak ważna jest dla niego piłka, dobro drużyny i kibice. Bez wątpienia wkupił się u kibiców swoją szczerością. Choć z początku nie mówił po polsku, a jego angielski kulał, to szybko chwycił jeden z cięższych języków świata. Dodatkowo, kiedy kibice weszli z piłkarzami w konflikt, to właśnie mieszkający w centrum Gliwic zawodnik nie bał się rozmów na ten temat, z przypadkowo napotkanymi ludźmi. To pokazuje jak charyzmatycznym jest człowiekiem. Kiedy mu coś nie pasuje, szuka rozwiązań, a nie wymówek.

Dzisiaj rola Badii na boisku jest nieco inna. Choć nowy kontrakt został podpisany i pozycja Gerarda w szatni na pewno nie została zachwiana, to o skład musi walczyć cały czas. Jedną z przyczyn jest na pewno dobra forma jego rodaka, Jorge Felixa. Konkurent do gry w składzie tylko w sierpniu strzelił już pięć bramek. Przez fakt, że są oni piłkarzami występującymi na tej samej pozycji, trener musi rotować ustawieniem. Felix już w ubiegłym sezonie dał się we znaki swojemu konkurentowi, zaliczając mnóstwo występów. W tej rywalizacji nie pomagały kapitanowi Piasta liczne kontuzje, które jakoś nie omijały go szerokim łukiem. Dodatkowo, na niekorzyść Gerarda działa jego boiskowa elastyczność.  Wachlarz umiejętności pomocnika jest dość spory i może zagrać na wielu pozycjach, więc trener woli mieć go w rezerwie i wprowadzać w roli jokera, tym samym reagując na boiskowe wydarzenia. Przy dobrej dyspozycji atakujących, ten ruch może nie działa na korzyść kapitana, ale dla drużyny to rozwiązanie wydaje się być logiczne.

A jaką rolę odegra w jutrzejszym pojedynku? Cóż, o tym przekonamy się o 17:30!