Ekstraklasa
Jest ze mną Adam Radwański, gratuluje przełamania. Jak wyglądał ten mecz z Twojej perspektywy?
- Na pewno pierwsza połowa była dobra w naszym wykonaniu. Duża intensywność i udało nam się zamknąć zespół Radomia na swojej połowie. Nie przypominam sobie jakiejś dogodnej sytuacji ze strony Radomiaka. Myślę, że to wynikało z tego, że byliśmy intensywni blisko rozgrywających Radomiaka, także taki mieliśmy plan na początek meczu – strzelić szybko bramkę, co nam się udało. Później w drugiej połowie chcieliśmy wyjść tak samo, ale gdzieś w naszej podświadomości było to, że wygrywamy 1:0, żeby tego nie wypuścić, choć oczywiście chcieliśmy strzelić drugiego gola. Mieliśmy mniej sytuacji w drugiej połowie, ale nasza defensywa, a przede wszystkim cała drużyna się spisała.
My to widzieliśmy, ale nie wszyscy kibice mieli okazję być tu dzisiaj z nami na żywo. Jak wyglądała sytuacja bramkowa, którą wypracowałeś?
- Wydaje mi się, że przeczytałem podanie środkowego pomocnika, gdzieś szedłem na bramkę i w pewnym momencie stwierdziłem, że zrobiło się zbyt gęsto. Zatrzymałem piłkę przy sobie. Podniosłem głowę i zobaczyłem Marcela, że stoi sam na pozycji i po prostu mu podałem, co skończyło się bramką.
Czy pomogły fajerwerki od kibiców na koniec meczu, żeby złapać jeszcze oddech na ostatnie minuty?
- Tak, trzeba też przyznać, że siedząc już wtedy na ławce, dobrze się to oglądało. Świetna oprawa i nasi kibice naprawdę się spisali z dopingiem, a my na boisku tak samo więc nic tylko się cieszyć.