Saša Balić: Bardzo dobrze wspominam kibiców Zagłębia
Sasa Balić spędził w KGHM Zagłębiu Lubin pięć lat i był kapitanem drużyny. Niedawno zakończył karierę piłkarską i w naszym cyklu "80 twarzy Zagłębia" z okazji 80. rocznicy powstania Klubu, opowiedział o swoich wspomnieniach.
15 sty 2026 09:00
Fot. Tomasz Folta
Autor Zagłębie Lubin S.A.
Udostępnij
Ekstraklasa
Sasa Balić grał w KGHM Zagłębiu Lubin w latach 2017-2022. Wystąpił w 139 meczach, w których strzelił sześć goli i zaliczył dziesięć asyst, a w rundzie wiosennej sezonu 2020/2021 był kapitanem zespołu. Pod koniec 2025 roku podjął decyzję o zakończeniu kariery piłkarskiej.
Choć odszedł z Klubu w 2022 roku, jego udane występy, boiskowa nieustępliwość oraz (także pozaboiskowa) charyzma sprawiły, że wciąż jest mile wspominany przez Kibiców Miedziowych, od których nadal otrzymuje wiele wiadomości. Tym samym, zdecydowaliśmy się na umieszczenie go w naszej jubileuszowej serii "80 twarzy Zagłębia".
- Przychodziłem do Klubu, gdy trenerem był Piotr Stokowiec. Cieszyłem się z tej przeprowadzki – polska liga wtedy się rozwijała i uznałem, że to dobry wybór. Gdy przyjechałem, byłem jednak... zdziwiony. Świetne warunki, dużo boisk treningowych, fajny stadion. Uznałem, że w Lubinie będę miał wszystko, co potrzebne, Zagłębie zrobiło na mnie dobre wrażenie. Potem podpisałem umowę i przekonałem się jak dobra to drużyna. Tylko, że polskiego nie znałem i z tym miałem na początku trudności.
Wcześniej grałem w lidze ukraińskiej, znałem trochę rosyjski, co potem trochę mi pomogło. Ale mówiłem sobie, że chciałbym w Zagłębiu pograć trochę dłużej. Dlatego się zawziąłem i musiałem się nauczyć polskiego! Na szczęście pomogła mi starszyzna zespołu – Filip Starzyński, Arek Woźniak i Kuba Tosik. Mówili, gdy coś mówiłem źle, poprawiali mnie. W ten sposób po pół roku wszystko prawie rozumiałem, a po roku mówiłem dość dobrze. Może tylko gramatyka nie zawsze była taka jak powinna być! Ale już potrafiłem rozmawiać na każdy temat. A druga rzecz – moja córeczka, która w Lubinie chodziła do przedszkola, też dość szybko nauczyła się polskiego. Do tej pory mówi tak płynnie, jakby był to jej język ojczysty!
Lubin nie jest duży, ale bardzo lubiłem tu mieszkać. Gdy moja córka była mała, dużo spacerowaliśmy. Chodziliśmy do Parku Wrocławskiego oglądać dinozaury, na place zabaw, a gdy było zimno – do galerii. Wraz z żoną mieliśmy kilka ulubionych restauracji, do których często chodziliśmy.
A w szatni było pełno żartów. Gdy grasz z takimi piłkarzami jak Tosiu, Figo, Woźniak czy Tuszek później... Oni zawsze szukali jakichś zabaw. Ale nie mogę ich zdradzić, bo pewnie chłopaki będą to czytać, a ja będę się musiał tłumaczyć. Dlatego niech te historie zostaną między nami!
Najważniejszy w drużynie był jednak charakter. Mieliśmy kilka gorszych momentów, zmieniali się trenerzy, choć nie zawsze problemy wynikały z ich winy. Pamiętam kilka spotkań z kibicami, które nie były przyjemne – na nastroje miały wpływ nasze wyniki, które potrzebowały zmian. Ale summa summarum, każdy z nas te trudne chwile brał na siebie. Jako starsi zawodnicy pilnowaliśmy młodych, żeby się nie obijali. I myślę, że oni to doceniali.
A młodych w naszej drużynie kręciło się sporo. W moich czasach był Łukasz Poręba, Bartek Slisz, Patryk Szysz i Bartek Białek... Mieliśmy w tamtym momencie problem z napastnikiem, trener Martin Sevela dał mu szansę, a on zaliczył bardzo dobrą rundę. Miał mocne wejście, a potem stał się najdroższym piłkarzem w historii Zagłębia. Miło jest patrzeć jak piłkarze, z którymi dzieliłem szatnię, się rozwinęli – występują za granicą, grają w reprezentacji.
Najlepszy moment? Przypomina mi się mecz z Rakowem – oni walczyli o mistrzostwo, a my – o utrzymanie. Było ryzyko, że gdybyśmy przegrali, a Wisła Kraków wygrała, mogliśmy spaść z ligi. Ale wygraliśmy 1:0 po golu z karnego w doliczonym czasie. To był w dodatku mój ostatni domowy mecz w Lubinie – powtarzałem sobie przed nim, że muszę dać z siebie nie sto, a trzysta procent! Wygraliśmy życie!
Ale takich dobrych chwil było więcej. Mój debiut z Jagiellonią w Lubinie, pierwszy gol – u siebie z Termalicą.
Bardzo dobrze wspominam Kibiców Zagłębia. Gdy odszedłem z Klubu, dostałem dużo wiadomości prywatnych i wiele komentarzy w mediach społecznościowych. Było też wiele reakcji, gdy poinformowałem o zakończeniu kariery. Pisali, że są dumni, że pamiętają, ile zrobiłem dobrego. Drugich takich Kibiców nigdy nie spotkałem!
Chciałem zakończyć karierę już latem. Mówiłem, że mam już 36 lat, motywacja do gry już nie taka jak kiedyś. W drużynie FK Bokelj było jednak dużo urazów i uznałem, że dam radę jeszcze pograć do końca roku. Dziś jestem zadowolony z mojej kariery – grałem w reprezentacji Czarnogóry, zdobyłem dwa mistrzostwa kraju – w Czarnogórze i Gruzji. I oczywiście spędziłem pięć lat w barwach Miedziowych. Żałuję tylko jednej rzeczy – że nie miałem okazji pożegnać się na boisku z Kibicami Zagłębia.
Koniec końców, ta historia potoczyła się w taki sposób, że spędziłem w Lubinie pięć lat. Były lepsze i gorsze chwile, ale dziś pamiętam tylko te pozytywne. Dziś obserwuję, co się dzieje w Klubie. Widzę, że teraz wszystko idzie w dobrym kierunku, jest fajna atmosfera. Dlatego życzę Wam jak najlepszych wyników i żeby Kibice zawsze czuli się szczęśliwi i dumni z tego, że wspierają Zagłębie.