„Młodzieżowiec” - słowo roku 16 sie

„Młodzieżowiec” - słowo roku

W nowym sezonie w każdej drużynie doszło do roszad kadrowych. Zmiany nie ominęły także regulaminu rozgrywek, który niesie za sobą szereg reform i nie da się ich obejść szerokim łukiem. Największą dyskusje budzi zapis o posiadaniu w wyjściowym składzie gracza, który w roku kalendarzowym, w którym następuje zakończenie sezonu rozgrywkowego, kończy 21. rok życia oraz zawodników młodszych. Przed sezonem wiele klubów, dziennikarzy i ludzi blisko piłkarskiej społeczności, miało wątpliwości co do obowiązkowego wystawienia tak zwanego młodzieżowca.

16 sie 2019 20:12

Fot. Tomasz Folta
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Inne

Zamysłem PZPN było, aby przepis mówiący o posiadaniu minimum jednego młodzieżowca wspomógł promocję młodych graczy. Pojawiło się wiele pytań odnośnie tego zapisu w statucie, bo czyż nie jest tak, że jeśli dany zawodnik jest wystarczająco dobry, to trener sam desygnuje go do gry w pierwszym składzie i tym samym będzie wspierał jego karierę? Przez lata bowiem przewijała się duża liczba młodych, utalentowanych piłkarzy, którzy nie potrzebowali specjalnego zapisu, żeby regularnie grać. Natomiast, co jest ważne i  trzeba wziąć pod uwagę to fakt, że w klubach, gdzie zaplecze młodzieży jest ubogie, młodzi gracze będą mieli naprawdę okrojoną grupę, z którą będą rywalizować.

Wcześniej trenerów do wystawiania młodzieży w Ekstraklasie motywował program Pro Junior System. Na początku, w pełni finansowany przez PZPN, a później wspólnie ze sponsorem tytularnym rozgrywek. Jednak dziś PKO Ekstraklasa wrzuca dużo mniejszą część do skarbonki. Niemały bonus wpływający na klubowe konto na koniec sezonu z racji na konsekwentne wystawianie młodzieży dla niektórych był pokusą do tego, żeby chętniej stawiać na adeptów – najczęściej pochodzących z miejscowych akademii. Teraz każda drużyna będzie musiała mieć swojego młodzieżowca, więc poziom trudności wzrasta. Stawka w sezonie 2018/2019 została podbita do nieco ponad ośmiu milionów złotych. Zwycięzca zgarnie więc trzy miliony, a ostatnie, piąte miejsce otrzyma „tylko” 600 tysięcy złotych. 

Związek walczy jak tylko może, żeby wspierać rozwój młodych graczy w rozgrywkach ligowych. Przekaz jest jasny - chce promocji polskich piłkarzy. Bierze pod swoje ramiona zawodników mogących coś dać polskiej piłce. Warto zwrócić uwagę na to, że wśród 20 największych transferów z Ekstraklasy tylko cztery z nich to obcokrajowcy. Docelowa grupa, z której liga ma czerpać profity rozrasta się.

Z jednej strony obowiązek młodzieżowca w składzie, z drugiej strony motywacja pieniężna, będzie skłaniała do tego, aby wyszukać kolejnego utalentowanego. Pozwoli to pokazać innym, że młodzi gracze nie są żadnym wymogiem, a wartością dodaną zespołu.

Pierwsza kolejka rzuciła nieco więcej światła na nowe zasady gry. Wiele klubów zyskało na tym, że w grze był piłkarz urodzony w 1998 roku lub młodszy. Noty wystawiane młodym zawodnikom w większości były wysokie. Wielu z nich miało duży udział przy zwycięstwach swoich drużyn. Nie będziemy wspominać tutaj o Robercie Gumnym, o którym mówi się dużo w każdym oknie transferowym czy Patryku Dziczku, wiodącej postaci w zespole Waldemara Fornalika. Od nich i jeszcze kilku nazwisk, po prostu wymaga się pewnego poziomu. Można przymknąć oko na jakiś błąd, bo zawsze czynnikiem łagodzącym będzie ich wiek, ale dobrze wiemy, że mają potencjał by błysnąć w piłkarskiej Europie. Zajmijmy się więc innymi - Bartosz Bida czy Kamil Antonik prawdopodobnie nie pojawiliby się już w pierwszej kolejce, a być może nawet dalej tułaliby się na wypożyczeniach, jednak trenerzy, dzięki narzuconym z góry przepisom, z przymusu otwierają się na młodych graczy. Na pewno z lekkim stresem, ale w przypadku niewypału, dużo łatwiej będzie tłumaczyć się ze swojego wyboru.

Wymuszone ryzyko dało do myślenia trenerom. Pomimo wahań formy, co u młodego gracza jest powszechne, będą mieli ich pod stałą obserwacją.

W piątkowym starciu KGHM Zagłębia Lubin z Jagiellonią Białystok do gry maksymalnie będzie mogło zostać zgłoszonych 18 graczy mieszących się pod parasolem ,,młodzieżowych” przepisów PZPN. Dziesięcioma graczami będzie dysponował Ben van Dael, zaś jego vis a vis Ireneusz Mamrot będzie miał do dyspozycji ośmiu takich zawodników.

Dziś w Lubinie najbliżej pierwszego składu są Patryk Szysz, Bartosz Slisz, Łukasz Poręba i Dawid Pakulski. Na dobrą sprawę, to oni wszyscy mogą wystąpić w jednym składzie. Brak dublowania jednej pozycji daje większą możliwość trenerowi w rotacji nie tylko podczas meczu, ale także przy ustalaniu składu pod danego rywala. Wiadomo, że najsilniejszą pozycję z tej czwórki ma Slisz, który w poprzednim sezonie zagrał od grudnia wszystko, co było do zagrania. To też jest ważny aspekt. Mając młodzieżowca w pierwszym składzie, dużo łatwiej jest postawić na kolejnego, młodego gracza. W przypadku naszego najbliższego rywala – Jagiellonii, każdy myślał, że to Patryk Klimala będzie pierwszym wyborem. Wszak błyszczał podczas okresu przygotowawczego, stając się najskuteczniejszym zawodnikiem swego zespołu w sparinagch. Co ciekawe, trener Mamrot w pierwszej kolejce postawił na Bartosza Bidę i okazało się, że była to trafna decyzja. Bida strzelił bramkę, tworzył groźne sytuację i przez cały czas na boisku był widoczny i chętny do gry. W obliczu spotkania z KGHM Zagłębiem i porażki w 2. kolejce z Rakowem, szkoleniowiec na pewno będzie miał niemały ból głowy w kwestii obsady choćby ataku, zważając na nowe nabytki. Jeśli więc Bida w najbliższym spotkaniu wyjdzie na boisko, to nie można go zlekceważyć, ze względu na jego parametry fizyczne czy wiek. Dał się we znaki wcześniejszym drużynom i to wyraźny sygnał dla naszej defensywy.

Nieugięty przepis PZPN, szukający kompromisu z klubami, otworzył nową kartę w rozgrywkach PKO Ekstraklasy. Władze związku testują swoje pomysły na żywym organizmie, który potrzebuje czasu, żeby powiedzieć czy wyjdzie im to plus. W kontekście rozwoju rozgrywek ważne jest to, że działacze są konsekwentni i szukają cały czas sposobu promocji graczy, zamiast brnąć w te same, nic nie przynoszące schematy. A do tego wierzą w potencjał „młodych nóg” - bo przecież jak śpiewają na stadionie w Zabrzu – do młodzieży świat należy!

Tekst ukazał się w ostatnim numerze gazety "Nasze Zagłębie".