Jedenaście metrów od Pucharu | #75latZL 7 kwi

Jedenaście metrów od Pucharu | #75latZL

Sezon 2013/2014 był dla KGHM Zagłębia pełen kontrastów, nieoczekiwanych zwrotów akcji, wzlotów, a także – niestety – bolesnych upadków. Drużyna przed sezonem wzmocniła się takimi zawodnikami jak czołowy obrońca ligi bułgarskiej Lubomir Guldan, doświadczony rozgrywający Aleksander Kwiek, powracający z zagranicznych wojaży snajper Arkadiusz Piech czy jeden z ciekawszych skrzydłowych młodego pokolenia Miłosz Przybecki. Powyższe wzmocnienia spowodowały, że przed rozpoczęciem rozgrywek KGHM Zagłębie stawiane było w roli jednego z faworytów do awansu do europejskich pucharów. Wówczas kompletnie nikt nie spodziewał się, jakiej skali katastrofa spotka nasz klub wraz z końcem tamtego sezonu. Ale nie spadek z Ekstraklasy będzie tematem naszych dzisiejszych wspominek, a wydarzenie stanowiące jeden z większych sukcesów naszego Klubu w minionej dekadzie.

7 kwi 2021 12:04

Fot. Tomasz Folta
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Klub

Jako ekstraklasowicz Miedziowi rozpoczęli zmagania o Puchar na etapie 1/16 finału. Już na samym początku los nie był dla nas łaskawy, gdyż trafiliśmy na ówczesnego pucharowicza i czwartą drużynę poprzedniego sezonu – Piasta Gliwice. Miedziowi żądni byli rewanżu na „Piastunkach” za ligową porażkę 2:1, za którą posadą zapłacił czeski opiekun Zagłębia Pavel Hapal. Mecz był bardzo wyrównany, z delikatną przewagą optyczną po stronie gospodarzy ze Śląska. 120 minut spotkania nie przyniosło rozstrzygnięcia, co uczynić miał dopiero konkurs rzutów karnych. I chociaż gdy po pudle Bartosza Rymaniaka przy pierwszym strzelonym karnym serca kibiców Miedziowych mogłyby mocniej zabić, to po nietrafionych jedenastkach egzekwowanych odpowiednio przez Mateja Ižvolta i Artisa Lazdiņša dzieła zniszczenia dokonał Paweł Widanow i KGHM Zagłębie zameldowało się w kolejnej rundzie rozgrywek, gdzie czekał na nich pierwszoligowych GKS Tychy.

Mecz ten rozgrywał się w iście sparingowej atmosferze, gdyż w trakcie spotkania rozgrywanego o godzinie 13:00 na trybunach zasiadło zaledwie 200 widzów. Od początku w swoich atakach aktywniejsi byli podopieczni Oresta Lenczyka, którym dwukrotnie po strzałach Michala Papadopoulosa dosłownie centymetrów brakowało do osiągnięcia upragnionego prowadzenia. Szczególnie aktywny na skrzydle był nigeryjski skrzydłowy David Abwo, który raz po raz groźnie wrzucał piłkę w pole karne tyszan. Po zmianie stron dobre okazji po wrzutce Pawła Oleksego nie wykorzystał świeżo wprowadzony do gry Arkadiusz Piech. Kilkadziesiąt minut później ten sam zawodnik po podaniu Aleksandra Kwieka pewnie umieścił futbolówkę w siatce gospodarzy. Ostatnie minuty spotkania przyniosły emocje z obu stron, gdy najpierw dobrej okazji nie wykorzystał napastnik GKS-u Paweł Smółka, chwilę później w poprzeczkę uderzył Adrian Błąd, na co fantastyczną, aczkolwiek niewykorzystaną sytuacją odpowiedział doświadczony napastnik „Tyskich” Krzysztof Bizacki. W ćwierćfinale na zespół „Miedziowych” czekał już kolejny pierwszoligowiec – Sandecja Nowy Sącz.

Pierwszy mecz to pewna wygrana Zagłębia 2:0 po golach Kwieka z rzutu karnego oraz Papadopoulosa. W rewanżu „Biało-Czarni” potrzebowali zdecydowanie wygrać z naszym zespołem, by zameldować się w następnej rundzie. Tak się jednak nie stało, gdyż drugie spotkanie z „Sączersami” to już bezdyskusyjna dominacja KGHM Zagłębia. Strzelanie rozpoczął już w 11. minucie Piech, który mocnym strzałem w górny róg nie dał grającemu jeszcze kilka miesięcy wcześniej w Zagłębiu Markowi Koziołowi szans na skuteczną obronę. Ten sam zawodnik podwyższył swój dorobek bramkowy na początku drugiej połowy po dobrej, kombinacyjnej akcji zespołu. Już pięć minut po tym golu swoją cegiełkę do dobrego rezultatu dołożył Michal Papadopoulos, który strzałem z pierwszej piłki z powietrza podwyższył wynik na 3:0. 3 minuty później kolejnego gola dla KGHM Zagłębia zdobył uderzeniem głową Johan Bertilsson. 10 minut później Szwed mocnym, płaskim strzałem po zejściu ze skrzydła ustalił wynik spotkania na 5:0 i półfinał Pucharu Polski dla KGHM Zagłębia Lubin stał się faktem.

Pierwsze ze spotkań dwumeczu rozegrane zostało w Lubinie i tak naprawdę to właśnie ono zadecydowało o tym, która z drużyn zagra w wielkim finale, pierwszym w historii na nowym Stadionie Narodowym. 15 minuta to świetna dwójkowa akcja duetu Abwo-Piech, zakończona pewnym strzałem z bliskiej odległości tego drugiego. Kilkadziesiąt minut później kolejną dobrą akcje na skrzydle przeprowadził David Abwo, niestety jego dobrego dośrodkowania na bramkę nie potrafił zamienić Johan Bertilsson, który kilka minut później nie wykorzystał dobre sytuacji po prostopadłym podaniu. 69. minuta to kolejny gol KGHM Zagłębia. Prostopadłym podaniem popisał się Michal Papadopoulos, wypuszczając na dobrą pozycję Aleksandra Kwieka, który wyłożył na pustą bramkę piłkę Piechowi a ten dopełnił formalności. W 75. minucie po świetnym podaniu z głębi pola do piłki jak strzała wystartował Abwo, mimo mikrej postury wygrał fizyczną walkę z obrońcą gdynian, minął bramkarza i ze spokojem zamknął mecz. Spotkanie rewanżowe nie przyniosło emocji i po uzyskaniu bezbramkowego remisu w finale Pucharu Polski po raz trzeci w historii zameldowało się Zagłębie.

Wszyscy kibice zgromadzeni 2 maja 2014 roku na Stadionie Narodowym czuli, że tamtoroczna edycja jest w każdej mierze wyjątkowa. Zmiana dotychczasowej zasady, w myśl której w finale rozgrywany był dwumecz z pewnością dodawała rozgrywkom prestiżu, w niemal równej mierze jak miejsce rozgrywania decydującego meczu w rozgrywkach. Pierwszy gwizdek Jarosława Przybyła rozpoczął mecz, rozbudzając we wszystkich sympatykach „Miedziowych” nadzieje na zdobycie pierwszego w historii Pucharu Polski. Do tego potrzebna była jednak wygrana nad bydgoskim Zawiszą. Już w 6. minucie po świetnej dwójkowej akcji duetu Piech-Abwo drugi z wymienionych powinien wyprowadzić KGHM Zagłębie na prowadzenie, jednak świetnie w sytuacji sam na sam zachował się bramkarz „Niebiesko-Czarnych” Wojciech Kaczmarek. W odpowiedzi świetnej sytuacji nie wykorzystał znany lubińskim kibicom skrzydłowy Luis Carlos, który nieskutecznie próbował lobować Silvio Rodicia. Kilka minut później kolejną doskonałą sytuację miał brazylijski skrzydłowy bydgoszczan, którego dobitkę ofiarnie zablokował Paweł Widanow. Na kolejną dobrą okazję strzelecką kibice zgromadzeni na Stadionie Narodowym i przed telewizorami musieli czekać aż do początku drugiej połowy, gdy Jakub Wójcicki płasko dośrodkował w pole karne lubinian, jednak strzał Wahana Geworgiana odbił się od jednego z obrońców KGHM Zagłębia. W 74. minucie ponownie gorąco było pod bramką naszego zespołu, gdy po kapitalnej, kombinacyjnej akcji piłki nie zdołał uderzyć Kamil Drygas, gdyż w ostatniej chwili wyłuskał mu ją Ľubomír Guldan. W 85. minucie decydujący cios bydgoszczanom mógł zadać David Abwo, jednak po kapitalnym dośrodkowaniu Kwieka jego strzał w bardzo dogodnej sytuacji okazał się być niecelny. W regulaminowym czasie gry wynik nie uległ już zmianie, wszyscy w napięciu zastanawiali się, czy dogrywka przyniesie finałowe rozstrzygnięcie, czy potrzebne będą rzuty karne. W 94. minucie kapitalną interwencją popisał się chorwacki bramkarz Zagłębia Silvio Rodić, parując nad poprzeczkę groźny strzał głową. 10 minut później mocnym strzałem z ostrego kąta odpowiedziało Zagłębie, jednak na tablicy wyników wciąż widniał wynik 0:0. W 114. minucie strzałem z półwoleja z narożnika pola karnego popisał się Miłosz Przybecki, myląc się zaledwie o centymetry. Żadna z drużyn nie zdołał już zmienić wyniku, w związku z tym o wszystkim zadecydować miał konkurs rzutów karnych. Po pierwszej serii w lepszej sytuacji było Zagłębie, gdyż swojego karnego przestrzelił Sebastian Dudek. W czwartej serii niestety bardzo słaby strzał oddał Đorđe Čotra, nie sprawiając bramkarzowi Zawiszy większych problemów. Później swojej „jedenastki” nie wykorzystał również Sebastian Bonecki, a chwilę później „Miedziowych” pogrążył pewnym strzał po ziemi Igor Lewczuk.