Ben van Dael: Oczekuję, że ciężka praca będzie czymś normalnym 3 mar

Ben van Dael: Oczekuję, że ciężka praca będzie czymś normalnym

Holenderski szkoleniowiec z zespołem „Miedziowych” pracuje już kilka miesięcy. Postanowiliśmy w dłuższej rozmowie poruszyć kluczowe kwestię jego pracy. Spytaliśmy choćby o wizję budowanego przez niego zespołu, filozofię szkoleniową, ale mogliśmy się także dowiedzieć dlaczego jasne i klarowne zasady współpracy są niezwykle ważne. Zapraszamy!

3 mar 2019 16:10

Fot. Tomasz Folta
Autor Zagłębie Lubin S.A

Udostępnij

Ekstraklasa

Trenerze, minęło trochę czasu, odkąd jest Pan trenerem pierwszego zespołu. Zapewne wszyscy sympatycy Zagłębia chcą wiedzieć jak opisałby trener to doświadczenie?

- Początek był bardzo trudny. Zagłębie nie odnosiło wielkich sukcesów, więc w szatni nie było wesołej atmosfery. W takiej wypadku musiałem zarządzać tym co zastałem, a to nie było łatwe. Musisz rozmawiać o sytuacji z graczami, a także starać się odzyskać ich pewność siebie. I jak to robisz? Musisz dać jasny przekaz. Zawodnicy muszą wiedzieć jak zachowywać się na boisku, jak się bronić, jak atakować itp. Zaczęliśmy od obrony, ponieważ stwarzaliśmy sobie wiele sytuacji podczas spotkań, ale także traciliśmy zbyt wiele bramek. Finalnie, przegrywaliśmy więc nasze mecze ligowe.

Pierwsze trzy starcia nie zakończyły się po naszej myśli, ale moim zdaniem był progres. Nie mogliśmy tego zobaczyć w pierwszej połowie z Koroną, ale w drugiej te zmiany były już trochę widoczne, szczególnie w grze pozycyjnej. Przegraliśmy, przeciwnik strzelił bramkę z rzutu wolnego, po zamieszaniu. To się zdarza. Potem mieliśmy mecz w Krakowie, gdzie Wisła strzeliła gola w ostatniej akcji. Wciąż brakowało punktów, ale analizowaliśmy sytuację i mogliśmy zobaczyć, że czasami były złe momenty gry, ale czasami były też dobre. Ten balans pomiędzy tymi dwoma wartościami powinien być lepszy i to widzieliśmy choćby z Legią, gdzie graliśmy dobrze, ale przegraliśmy po bramce z rzutu rożnego. Za chwilę przyszedł z mecz Sosnowcem i on akurat trafił się w dobrym momencie. Nasz zespół zagrał poprawnie, a i w końcu wynik był korzystny. To dało nam to dużo pewności siebie, a wtedy łatwiej jest trenować. Jeśli wygrasz, to trenujesz mocniej i więcej, bo sukces daje energię. Z Piastem, w końcu mieliśmy ten balans dobrych i złych momentów na zadowalającym poziomie. A potem przyszedł Białystok, gdzie wszyscy mogliśmy zobaczyć wyniki naszej ciężkiej pracy i analizy.

W Polsce mówimy, że jeśli pojawi się nowy trener, to zawodników to jeszcze bardziej mobilizuje. Starają się wyglądać i grać lepiej, bo każdy zaczyna jakby od zera, a to powoduje lepsze wyniki. Nazywamy to "efektem nowej miotły". U nas nie przełożyło się to na punkty, ale mogliśmy zobaczyć postęp.

- Nie wierzę, że nowy trener powoduje ten "efekt nowej miotły" jak to nazwałeś.  Za to udowodniono, że na dłuższą metę taka sytuacja nie pomoże. Ja wierzę w ciężką pracę i strategię. Dlatego na początku zaczęliśmy poświęcać więcej czasu na analizę wideo. Wiedziałem, że mamy dobrą drużynę, z dobrymi graczami, ale potrzebowaliśmy pewności siebie i jasności, jak grać. Pytanie brzmiało, jak wydobyć się z graczy z ich atuty? To jest strategia i sposób grania. Tak buduje się zaufanie. Jeśli mam w zespole zawodników, którzy grają długimi piłkami i mamy również środkowych pomocników, którzy lubią mieć piłkę obok nogi, to powinniśmy spróbować dać im dużo piłek. Oczywiście, taka zmiana nie jest łatwa i wymaga czasu. Nie możesz tego zrobić w dwa tygodnie treningów. To niemożliwe.

Zgadzam się. Trener teraz miał jednak czas, żeby przygotować zespół. Spędził Pan z zawodnikami kilka tygodni choćby w Belek podczas przerwy w rozgrywkach, ale także tu w Lubinie.

- Obóz w Belek był bardzo ważny. Wykonaliśmy tam dużo dobrej pracy treningowej, ale to nie wszystko. W piłce chodzi też o rozmowę z graczami, o zwrócenie na  nich uwagi. Ponieważ wszyscy potrzebują uwagi. Niektóre z zawodników potrzebują jej mniej, niektóre więcej, ale każdego trzeba uważnie słuchać. Jeśli porozmawiasz z nimi o normalnych rzeczach, sytuacjach życiowych czy sprawach prywatnych, to poświęcasz im swoją uwagę. To także ludzie,  którzy widzą, że ich wspieramy. Wtedy łatwiej jest pracować z grupą. Mają więcej energii i przyjemności z treningu. Jeśli przyjeżdżają do klubu i lubią spędzać czas tutaj, pracując razem, jesteś bliżej zbudowania czegoś.

Zanim zaczął Pan być pierwszym trenerem, był czas na obserwację i przygotowanie się do obecnej sytuacji. Dzisiaj, po tych kilku miesiącach co zaskoczyło trenera najbardziej?

- Co mnie zaskoczyło? To inny kraj z inną kulturą i nie chcę tego zmieniać. Jedyną różnicą, którą chcę wprowadzić, to zawsze pracować w oparciu o pewne zasady. Jeśli pracujesz z zespołem, to musisz mieć jasne zasady. Kiedy zaczynaliśmy, to niektóre już były. Może nie na papierze, lub też nie były dla wszystkich jasne, dlatego to także zmieniliśmy. Dlaczego reguły są tak ważne? Ponieważ wszyscy muszą pracować w jednym celu. Jeśli ktoś jest bardzo zajęty, musisz wiedzieć dlaczego, a co za tym idzie, nie ma czasu. Może potrzebuje twojej pomocy? Wzajemne zaufanie jest najważniejsze. Jeśli pracujesz z piłkarzami, to musimy sobie ufać. Na przykład, jeśli jest krytyka, to trzymamy to między nami. Nie skrytykuje zawodnika tak, aby wszyscy to widzieli. Nie krytykuję również moich podopiecznych na konferencji prasowej. Robimy to wewnątrz lub podczas analizy wideo. Muszą czuć, że są bezpieczni, wtedy jest im łatwiej.

Powiedział trener, że nie chce zmieniać kultury. Proszę powiedzieć, jakie były więc pierwsze kroki?

- W Belek wraz z zespołem stworzyliśmy zasady. Jeszcze przed Turcją wprowadziliśmy pewne zmiany w regulaminie medycznym. Przedtem nie wszystko było jasne. Na przykład, jeśli mamy sesję treningową o 14:30 i ktoś przyjdzie o 13:30 i powie, że jest chory i nie może trenować, to jest to niedopuszczalne! Bo przecież możesz też zadzwonić do mnie lub Dariusza (Puchalskiego dop. red) i powiedzieć „Jest 8:00 i nie czuję się dobrze”. Wtedy ja mogę zmienić moje plany i zrobić lepszy trening, niż jeśli zacznę o tym myśleć godzinę przed zajęciami. W Polsce i Turcji odbyły się spotkania dotyczące wartości zespołu. Gdzie i na co mamy wpływ? To jest najważniejsze. Możemy powiedzieć wiele na pewne tematy, ale tylko na niektóre możemy mieć realny wpływ. Musieliśmy więc wybrać nasze własne wartości i zaczęliśmy to robić.

I gdzie można mieć ten wpływ?

- Jak się zachowasz, jeśli nie jesteś w pierwszej jedenastce? Jak się zachowasz, jeśli przegrasz? Dla wszystkich było jasne, że nie wygrywamy siedemnastu spotkań do końca sezonu, więc co zrobimy, gdy w końcu przegramy? Trzymamy się razem i wykonujemy tę samą pracę? Czy też próbujemy znaleźć jakieś usprawiedliwienie? Dlatego zasady są bardzo ważne i nadal jesteśmy w trakcie ich udoskonalania.

Zasady dotyczące personelu i zespołu już znamy. Co jednak dla Pana jest najważniejsze i czego oczekuje jako trener od swoich graczy?

- Oczekuję, że ciężka praca jest czymś normalnym. Muszą więc ciężko trenować, co nie zawsze jest łatwe. Jeśli wygrasz, wtedy łatwo jest iść do kibiców, ale kiedy przegrywasz, to w tym momencie powinieneś do nich iść.

Dla mnie ważne jest to, czego chcą moi zawodnicy. Zawsze ich pytam: czego chcesz od swojej kariery? I nie chodzi tutaj o mnie, ponieważ ja jestem po to, aby im pomóc w  osiąganiu celów. Dużo rozmawialiśmy o tych sprawach, także w Turcji. To były dyskusję po 30-45 minut na każdego zawodnika. Zawsze wśród pytań padało jedno - jakie są twoje cele? Czy zawsze trenujesz w stu procentach, także wtedy gdy jesteś graczem rezerwowym? Ponieważ każdy rozumie, że jeśli nie jesteś w pierwszej jedenastce, to możesz być zły przez jeden, dwa dni. Ale co dalej? Co zamierzasz zrobić po tym czasie? Czy zamierzasz walczyć, czy obwiniasz klub czy kogoś innego?

Po obozie w Belek miał trener jakąś dodatkową rozmowę z zawodnikami? Bo przecież jasne jest, że nie wszyscy mogą grać.

- Tak, jak widać to na tym planie (trener pokazuje kartkę papieru z nazwiskami graczy i przypisanymi datami). Przygotowaliśmy kolejne spotkania z zawodnikami, ale teraz w krótszej formie. Jesteśmy po kilku meczach i chcemy poznać ich opinie. Niektórzy, zwłaszcza ci, którzy nie są w pierwszej jedenastce, potrzebują teraz więcej uwagi. Muszą być gotowi kiedy nadejdzie chwila, by wskoczyć do składu.

Jaka jest więc filozofia trenerska Bena van Dael’a?

- Jest złożona i elastyczna zarazem. To choćby słuchanie zawodników, ciężka praca, ale i także część taktyczna. Nie można tego opisać jednym słowem ani nawet jednym zdaniem. Trzeba też pamiętać o ludziach, którzy stoją za piłkarzem. Kiedy zawodnik ma problemy w domu, ciężko mu będzie skupić się tylko na piłce. Słabe punkty i mocne strony. Atakowanie, ale i obrona. Uczenie się z doświadczenia. Jak widać, jest to kompletny pakiet.

Skąd trener czerpie wiedzę lub inspirację?

- Jest jeden moment w życiu, gdy przychodzisz na kurs UEFA A lub UEFA B i myślisz, że wiesz wszystko. Potem nadchodzi kolejny, kiedy zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie wiesz. Istnieje kilka sposobów na osiągnięcie swoich celów, a jednym z nich jest długa nauka przez całe życie. Próbuję czerpać z różnych źródeł. Obserwuję choćby trenerów z innych dyscyplin sportowych. Drugą rzeczą jest to, jak pracować, pozwól mi znaleźć dobre słowo – w różnych fazach zespołu.

Kiedy mamy rozpoczęcie sezonu, to wszyscy są szczęśliwi. Mają dobre samopoczucie. To czas nowych szans, nawet dla graczy rezerwowych. Następnie trener lub sztab dokonuje wyboru i pojawia się problem. Dwunasty, trzynasty czy czternasty zawodnik, oni też chcą grać. Kolejną rzeczą są ubytki w trakcie sezonu. Niektórzy odchodzą, niektórzy przychodzą i tym wszystkim trzeba zarządzać. Jak widać, to skomplikowane, gdy pracujesz z dwudziestoma pięcioma, dwudziestoma sześcioma zawodnikami i kolejnymi dziesięcioma ludźmi w sztabie.

Mówimy tu o małej grupie, na którą trener ma wpływ. A co w przypadku większej? Weźmy na przykład naszych kibiców. Czy trener może mieć wpływ na ich oczekiwania?

- Tak, możesz mieć wpływ, ale tylko niewielki. Możesz porozmawiać z nimi lub z ich przedstawicielami co dwa-trzy miesiące. Pokazać w jaki sposób pracujesz i jak robisz niektóre rzeczy, ale to wszystko. Jeśli wiedzą, że trenujesz bardzo ciężko, to nawet jeśli przegrasz, mogą to zaakceptować. Ale jeśli nic nie robimy i tracimy punkty, to nie zaakceptują tego i to jest w porządku. Co więcej mogą zaakceptować? Kibice chcą, abyśmy ciężko pracowali i grali na sto procent. Rozumiem jednak, że chcesz wiedzieć, jak radzić sobie z oczekiwaniami. Teraz mamy dwa wygrane mecze i jedną przegraną z Śląskiem. Musimy jednak pamiętać, że straciliśmy też kilku zawodników. Teraz kadra jest mniejsza i to było nam potrzebne. Oczywiście, powinniśmy postawić na innych graczy, którzy powinni być gotowi i godnie zastąpić tych odchodzących, ale to nie jest takie proste. Na przykład, weźmy ostatnie spotkanie we Wrocławiu. Nie było aż tak źle, jak wszyscy mówią. Oglądaliśmy to kilka razy, ale jeśli grasz w środku zawodnikami w wieku dziewiętnaście, dwadzieścia, dwadzieścia lat to moim zdaniem należy się wiele szacunku. W tej lidze, z tą fizycznością!

Rozmawialiśmy o zasadach po przegranym meczu. Wiemy więc, że zespół ma określane zasady co do zachowania. A jak Ben van Dael reaguje po tych porażkach?

- Na pewno lepiej niż ostatnio (śmiech). To zawsze trudne, nawet jeśli próbujesz spać, emocje nie pomagają. Staram się analizować naszą grę tak szybko, jak to możliwe. Następnego dnia rano,  zaczynam więc od czarnej kawy i analizy wideo. Dlaczego straciliśmy bramkę? Co możemy poprawić? Co mogliśmy zrobić lepiej? To są pytania, które muszę sobie zadać i znaleźć odpowiedź.

Rozmawialiśmy także o młodych zawodnikach w pierwszej drużynie i jak wiemy jak to funkcjonuje. Zagłębie Lubin ma także silną akademię. Jaka więc byłaby Pana rada dla młodych adeptów, aby podążali ścieżką, którą wyznaczyli choćby  Jagiełło, Slisz, Pakulski, Poręba lub Oko?

- Muszą postępować zgodnie z tym, co robią teraz. Są w najlepszej akademii w Polsce i mają idealne warunki do spełniania marzeń. Wiele talentów pochodzi z tej akademii i wiele nadejdzie w przyszłości. Stale należy o tym pamiętać. Silna akademia jest bardzo ważna dla funkcjonowania klubu. Z drugiej strony nie można grać tylko zawodnikami młodymi, więc będą im potrzebni także doświadczeni gracze, tacy jak Starzyński, Dąbrowski, Tuszyński, Tosik, Mares, Leciejewski czy Guldan. Jeśli grasz tylko młodymi zawodnikami, to będzie to miało swoje konsekwencje w tabeli.

Czy jest możliwe zachowanie równowagi między graniem młodymi zawodnikami, a jednocześnie wygrywanie gier i bycie w pierwszej piątce ligi?

- W tej chwili w Zagłębiu staramy się realizować określony cel, jakim będzie wejście do pierwszej ósemki. Z tak młodym zespołem, który przechodzi okres zmian, jest to w tym momencie bardzo trudne. Proszę pamiętać o tym, co mówiłem wcześniej. Cały czas ciężko pracujemy i poprzez analizę staramy się zmieniać nasze zachowania w grze, ale na to potrzeba czasu. Z drugiej strony, awans w dalszym ciągu wciąż jest możliwy, ale będzie o to niezwykle ciężko. Oprócz nas przecież podobne aspiracje ma kilka innych, mocnych drużyn. 

Proszę jednak zrozumieć, że na ten moment najważniejszym jest kontynuowanie określonej strategii i budowanie struktur. Dzięki dobrej akademii, powiedziałem to już kilka razy, jest to możliwe. Za granicą kluby z tego rodzaju bazą czy zapleczem zawsze starają się być w pierwszej piątce. Na to wszystko potrzebujesz jednak czasu. W przypadku młodych graczy, jeśli ich posiadasz, masz „złoto”. Widzimy to dziś na przykładzie Jagiełło, a on przecież nie będzie ostatni. Akademia powinna iść dalej swoją drogą, rozwijać się z dnia na dzień.

Czy możliwe jest dotarcie do tego celu z młodymi graczami z akademii?

- Ale co masz na myśli poprzez młodych graczy? Możesz mieć pięciu lub sześciu zawodników z akademii, a oni nie będą młodzi i co wtedy? Powinniśmy budować zespół wokół zawodników z akademii i starać się ich zatrzymać. Jeśli jednak mają taką ofertę jak Jagiełło, to będzie o to trudno. Trzeba więc wprowadzić ostrożnie kolejnych, ale u ich boku umieścić graczy doświadczonych. Na dzień dzisiejszy Jagiełło odchodzi, ale mamy Pakulskiego, Porębę, Piątkowskiego, Oko, Borkowskiego a w Turcji również byli z nami Dudziński czy Bieszczad. Myślę, że to zafunkcjonuje.

Po tym doświadczeniu z polską Ekstraklasą, jak określiłby Pan siebie jako trenera?

- Nie zrobiłbym tego. Niech moja praca, albo któryś z zawodników lub członków mojego sztabu zrobi to za mnie. Staram się poprawiać każdego dnia. Moim zdaniem powinieneś być jutro lepszym trenerem niż jesteś dzisiaj. I to samo dotyczy się zawodników. To nie zawsze jest możliwe, ale to powinno być celem.

Ostatnie pytanie dotyczące nadchodzącego spotkania z Lechią. Dlaczego kibice powinni przyjść na stadion w poniedziałkowy wieczór?

- Na pewno będzie to trudna mecz. Powinniśmy zadbać o to, aby dla Lechii było to również wyzwanie. Zresztą, każe kolejne będzie trudne. Codziennie trenujemy, aby poprawić się i uczyć na błędach. Jestem optymistą, nawet jeśli nie ma łatwych gier w naszej lidze. Dlaczego kibice mieliby przyjść w poniedziałek? Cóż, przyjeżdża pierwszy zespół, to raz. Druga sprawa, my gramy atrakcyjną piłkę. A po trzecie, na pewno nie będą mieli z nami łatwo i zrobimy wszystko, aby wygrać!