Chorwacki snajper postraszy Miedziowych? | Gwiazda Rywala 18 sie

Chorwacki snajper postraszy Miedziowych? | Gwiazda Rywala

W ostatnich latach akademia piłkarska Dinama Zagrzeb uchodzi za jedną z najlepszych w całej Europie. Tacy piłkarze jak Luka Modrić, Mateo Kovacić czy Mario Mandzukić właśnie w tym miejscu stawiali swoje pierwsze kroki w zawodowym futbolu. Również obecny gracz Wisły Płock Marko Kolar swoje piłkarskie szlify zbierał w Zagrzebiu, gdzie swego czasu wiązano z nim spore nadzieje.

18 sie 2021 13:44

Fot. Wisła Płock
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Ekstraklasa

Marko Kolar zanim trafił do szkółki krajowego potentata, rozpoczął treningi w niewielkim klubie NK Mladost Zabok. W przeciwieństwie do wielu rówieśników, chłopak już od pierwszych spotkań ustawiany był na swojej nominalnej pozycji w formacji ataku. Zmysł do strzelania bramek sprawił, że na półkach w jego pokoju szybko zaroiło się od statuetek dla najlepszego strzelca oracz gracza kolejnych turniejów młodzieżowych. Jedynie kwestią czasu był transfer do dużego klubu. W wieku trzynastu lat Marko zdecydował się na przeprowadzkę do stolicy kraju. Pierwsze miesiące z dala od rodzinnego domu były jednak niełatwe. Sporą przeszkodę stanowił choćby język, chłopak posługiwał się, bowiem dialektem kajkawskim, którego większość osób po prostu nie rozumiała.

Pomimo początkowych problemów Kolar dzięki świetnym występom, wkrótce zaadaptował się w nowym miejscu. Wychwalali go niemal wszyscy, zarówno chorwacka prasa jak i koledzy z zespołu. Nawet szkoleniowiec pierwszej drużyny Zoran Mamic przyznał, że Kolar w przyszłości będzie napastnikiem klasy światowej. Dopełnieniem udanego okresu była opaska kapitańska, którą chłopak zaczął nosić zarówno w młodzieżowej reprezentacji Chorwacji jak i juniorskiej ekipie Dinama Zagrzeb. W 2012 roku klub podpisał z nim siedmioletni kontrakt, po czym wypożyczył go do drugoligowego NK Sesvete. Plan był prosty- Kolar miał rozegrać kilkanaście spotkań na szczeblu niżej, zdobyć kilka bramek, a następnie wrócić do stolicy i walczyć o wyjściowy plac. Pierwsza część udała się wyśmienicie, osiemnastolatek ośmiokrotnie wpisał się na listę strzelców, pokazując, że drzemie w nim ogromny potencjał. Niestety w tamtym okresie konkurencja w Dinamie była na tyle duża, że napastnik musiał udać się na kolejne wypożyczenie. Tym razem trafił do ekstraklasowego NK Lokomotiva, gdzie zanotował podobne liczby, co skutkowało transferem definitywnym do tego klubu. W zespole „Lokosi” Kolar stał się wreszcie ważną postacią, wystąpił z nią nawet w eliminacjach europejskich pucharów, gdzie pokonał choćby golkipera PAOK-u Saloniki. Napastnik rósł z meczu na mecz, jego karierę zahamowała jednak poważna kontuzja śródstopia. Blisko półroczna przerwa w grze odbiła się na formie i pozycji, Kolara w drużynie. Po powrocie niemal z miejsca został wypożyczony do Interu Zapresic, nie dostał również nowej propozycji umowy od włodarzy NK Lokomotiva, przez co wkrótce stał się wolnym zawodnikiem. Sytuację wykorzystali sternicy Wisły Kraków, którzy zaproponowali mu dwuletnią umowę.

Sprowadzenie młodego, perspektywicznego gracza, który jeszcze do niedawna uznawany był za nadzieję chorwackiej piłki, wydawało się być świetnym ruchem ze strony „Białej Gwiazdy”. Pierwszy sezon spędzony przez Chorwata przy Reymonta zdawał się jednak przeczyć tym słowom. Kolar już po kilku dniach pobytu w Krakowie nabawił się kontuzji, która wykluczyła go z gry pierwszych kolejkach nowego sezonu. Na domiar złego, kiedy piłkarz był bliski powrotu, w jednym ze sparingów został brutalnie sfaulowany, przez co w rundzie jesiennej rozegrał zaledwie symboliczną minutę. Bilans pięciu spotkań w trakcie całej kampanii nikogo nie napawał optymizmem. Dopiero drugi sezon w barwach „Białej Gwiazdy” okazał się być przełomowym. Kolar zanotował wówczas dwanaście trafień, w tym m.in. dublety z Jagiellonią Białystok czy Miedzią Legnica. Pomimo przedłużenia kontraktu w trakcie rozgrywek, Chorwata nie udało się zatrzymać na dłużej w Krakowie. Korzystna finansowo oferta z holenderskiego Emmen przekonała go do transferu. Niestety przygoda Kolara z holenderskim zespołem nie potoczyła się tak jak życzył sobie tego sam piłkarz. Chorwat miewał lepsze momenty jak choćby gol na wagę remisu w ligowym starciu z PSV Eindhoven, generalnie jednak nie zachwycał. Powracające urazy oraz zarażenie koronawirusem dodatkowo uniemożliwiły mu walkę o wyjściową jedenastkę. Drużyna osiągała fatalne rezultaty, czego najlepszym przykładem jest ubiegły sezon, kiedy to Emmen do lutego zdołało zgromadzić zaledwie …sześć punktów. W tej sytuacji Kolar, któremu i tak wygasała umowa z klubem, zaczął rozglądać się za nowym pracodawcą. Ostatecznie wybór padł na Wisłę Płock, która jak przyznaje sam piłkarz wykazała się największą determinacją, aby go zakontraktować.

Marko Kolar udanie wprowadził się do zespołu „Nafciarzy”, zdobywając bramkę już w pierwszym domowym spotkaniu przeciwko Radomiakowi Radom. W Płocku liczą na to, że w osobie Chorwata zyskają w końcu skutecznego napastnika, który będzie w stanie im zagwarantować kilkanaście bramek w sezonie. Od momentu powrotu do Ekstraklasy „Nafciarzom” brakowało takiego snajpera, jednak wydaje się, że Kolar, jeśli tylko będzie zdrowy może spełnić pokładane w nim nadzieje.