Kacper Bieszczad: Chciałbym zadebiutować w pierwszej drużynie 22 cze

Kacper Bieszczad: Chciałbym zadebiutować w pierwszej drużynie

O swoich planach na najbliższe miesiące, nauce i wsparciu rodziny opowiedział nam 16-letni bramkarz KGHM Zagłębia Lubin Kacper Bieszczad.

22 cze 2019 19:08

Fot. Zagłębie Lubin S.A.
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Ekstraklasa

Spodziewałeś się, że w tak młodym wieku zostaniesz włączony do kadry pierwszego zespołu?

Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się tego. W listopadzie wracałem po kontuzji, pojechałem z drużyną U-17 na mecz do Leverkusen, by zacząć łapać jakiekolwiek minuty. Bardzo ciężko pracowałem przez całą zimę i dostałem wymarzoną szansę.

W jaki sposób się o tym dowiedziałeś?

Pewnego wieczoru dostałem informację od prezesa, który poprosił mnie bym następnego dnia zjawił się w klubie. Pamiętam, że w pokoju był jeszcze trener Stachowicz i dyrektor Żewłakow, którzy przekazali mi, że w nagrodę za dobrą postawę i ciężką pracę pojadę z pierwszą drużyną na obóz.

Nie czułeś się trochę nieswojo podczas zgrupowania w Turcji? Obok Daniela Dudzińskiego byłeś wówczas najmłodszym zawodnikiem w kadrze.

Początki nie były łatwe, ale z dnia na dzień nasza pozycja rosła. Koledzy z szatni zauważyli, że potrafimy grać w piłkę i nie przyjechaliśmy do Turcji za ładne oczy. Oczywiście, nie ominęło nas noszenie sprzętu, jednak nie traktowałem i nie traktuję tego jak ujmę. Po prostu, normalna droga, którą każdy musi przejść.

Jak układa się współpraca z trenerem Szamotulskim? Widziałem, że wśród waszej grupy czterech bramkarzy panuje doskonała atmosfera.

To prawda. Jest czas na mocny trening, ale wiemy, kiedy można pożartować, czy wymienić kilka zdań na przeróżne tematy. Co do współpracy z trenerem Szamotulskim nie mam żadnych zastrzeżeń. Podobają mi się jego ćwiczenia, jest wiele elementów typowo meczowych, co pomaga w moim rozwoju.

Byłbyś w stanie w tak młodym wieku wskoczyć do bramki pierwszej drużyny?

Myślę, że jeszcze nie. Na pewno chciałbym dostać szasnę, by pokazać się nawet w rozgrywkach Pucharu Polski i zadebiutować w pierwszej drużynie.

Wyobraź sobie, że jednak przychodzi ten moment, kiedy trener Szamotulski mówi, że zagrasz w podstawowej jedenastce. Do kogo wykonasz pierwszy telefon po usłyszeniu tej informacji?

Do rodziców. Mam z nimi bardzo dobry kontakt, rozmawiamy praktycznie codziennie. Czuję od nich duże wsparcie, tato zawsze dzwoni po meczu i pyta się jak mi się grało.

Rodzice nie byli przestraszeni, że przez tak szybki awans w klubowej hierarchii zaniedbasz szkołę?

Nigdy nie miałem problemów z nauką, więc rodzice byli spokojni, że ze wszystkim sobie poradzę. Tak też było, skończyłem szkołę z bardzo dobrym wynikiem, często opuszczając zajęcia. W międzyczasie dwukrotnie miałem zgrupowania kadry młodzieżowej, ale wszystko załatwiłem bez żadnych nerwów.

Nad czym musisz najbardziej popracować, a którą stronę bramkarskiego warsztatu uważasz za najmocniejszą?

Z pewnością gra lewą nogą i technika przy strzałach w dolne rejony bramki. Jeśli chodzi o atuty to prawa noga i gra na przedpolu. W tych dwóch aspektach czuję się bardzo pewnie.

Jesteś bardzo młodym piłkarzem, ale też młodym człowiekiem, który dopiero wchodzi w dorosłe życie. Nie boisz się, że w pewnym momencie może zaszumieć w głowie i odbić się na Twoją grę?

Jestem osobą, która wie, kiedy przystopować. Oprócz tego mam kolegów, rodzinę, którzy z pewnością zaalarmują, gdy coś złego będzie się działo i sprowadzą mnie na ziemię.

Jakie są Twoje cele na nadchodzącą rundę?

Chciałbym rozegrać jak najwięcej meczów w trzeciej lidze i wciąż trenować z pierwszą drużyną. Najważniejsze, żeby dopisywało zdrowie, by kontuzje omijały mnie szerokim łukiem. Co będzie dalej? Czas pokaże!