Z obozu rywala | Maciej Wilusz 12 wrz

Z obozu rywala | Maciej Wilusz

W ostatnich latach coraz więcej utalentowanych zawodników decyduje się na to, aby w bardzo młodym wieku opuścić Polskę na rzecz zagranicznego klubu. Jednym z takich piłkarzy jest Maciej Wilusz, który już w wieku piętnastu lat wybrał grę w Holandii.

12 wrz 2020 09:41

Fot. Tomasz Folta
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Ekstraklasa

Nastoletni chłopak trafił do akademii Heerenveen. Od początku zauważono u niego duży potencjał. Zaledwie po dwóch latach awansował do drużyny seniorskiej, gdzie spotkał między innymi Tomasza Rząsę, Klaas-Jana Huntelaara czy Georgiosa Samarasa. Na treningach zaś jego rywalem był król strzelców ligi holenderskiej Afonso Alves. Trenerzy Dumy Fryzji otwarcie mówili, że Wilusz robi szybkie postępy i w krótkim czasie powinien zająć miejsce na środku obrony w wyjściowej jedenastce. Ambitne plany klubu jak i zawodnika nigdy jednak nie zostały zrealizowane, Wilusz bowiem zerwał więzadła krzyżowe. Po wielomiesięcznej rehabilitacji, stoper zdecydował się na transfer do Sparty Rotterdam. Po raz pierwszy od dłuższego czasu przepracował pełen okres przygotowawczy i zagrał w niemal wszystkich sparingach. Niestety, po drodze przytrafił się kolejny, poważny uraz i znów przekreślił marzenia o debiucie w Eredivisie. Zawodnik postanowił spróbować sił w Polsce i po powrocie do kraju trenował z kilkoma drużynami, jednak żadna nie zaoferowała mu kontraktu. Finalnie pomocną dłoń wyciągnął I-ligowy MKS Kluczbork i to właśnie na zapleczu ekstraklasy Wilusz zaliczył pierwsze, oficjalne występy w seniorskiej piłce. Wydawało się, że los zaczął mu w końcu sprzyjać. Przez większość sezonu drużyna utrzymywała się nad strefą spadkową, jednak w ostatnich dziesięciu meczach odniosła tylko jedno zwycięstwo, co nie pozwoliło utrzymać się w lidze. Warto nadmienić, że w tych meczach Wilusz nie wziął udziału przez złamaną kość śródstopia.


Szczebel niżej Wilusz grał tylko w rundzie jesiennej. Wówczas to po zawodnika zgłosił się ekstraklasowy GKS Bełchatów. W wieku 23 lat nareszcie zadebiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej. Z perspektywy czasu wydaje się, że to w drużynie „Brunatnych” piłkarz prezentował się najlepiej. Koledzy darzyli go dużym zaufaniem, o czym świadczy szybki wybór na kapitana zespołu. I jak na kapitana przystało, nie opuścił Bełchatowa nawet po nieudanych rozgrywkach 2012/2013, które GKS zakończył na ostatnim miejscu. Rozegrał świetny sezon na boiskach I ligi, do pewnej gry w defensywie dokładając trzy trafienia. O wysokiej w tamtym czasie formie środkowego obrońcy niech świadczy również fakt, że w kolejnych sześciu sezonach zdołał tylko raz pokonać bramkarza rywali.


Dobra gra Macieja Wilusza nie uszła uwadze ligowej czołówce. Największą determinacją wykazał się Lech Poznań. Transfer do stolicy Wielkopolski wydawał się mieć same plusy. Szczególnie perspektywa gry w europejskich pucharach niosła za sobą szansę pokazania się szerszej publiczności. Niestety, kompromitująca wpadka z islandzkim Stjarnan, po której zwolniony został Mariusz Rumak miała wpływ na cały sezon. U nowego szkoleniowca Wilusz nie dostał wielu poważnych szans, a kiedy grał, to najczęściej zawodził. Niewiele wniosło wypożyczenie do Korony Kielce. Po powrocie piłkarz zaliczył serię dziesięciu spotkań, w których to, „Kolejorz” aż dziewięć razy schodził z boiska pokonany. Dopiero ostatnie pół roku w błękitnej koszulce było w pełni udane. Nenad Bjelica chciał nawet zatrzymać obrońcę, jednak oferta z rosyjskiego Rostov była z gatunku tych nie do odrzucenia. Z drużyny, która niedawno rywalizowała w fazie grupowej Ligi Mistrzów odeszło większość graczy, przez co Polak od razu wskoczył do podstawowego składu. Szybko przystosował się do formacji 3-5-2, dzięki której Rostov był jedną z najlepiej broniących w całych rozgrywkach. Kibice byli do tego stopnia zadowoleni, że zaczęli tworzyć oprawy meczowe z wizerunkiem Polaka. Gdyby nie powracające problemy zdrowotne, pewnie do dziś Wilusz byłby zawodnikiem rosyjskiego zespołu.


Pomimo ofert z zagranicy obrońca zdecydował się na powrót do kraju i latem tego roku podpisał trzyletni kontrakt z Rakowem Częstochowa. Pierwszy mecz po dłuższym czasie w Ekstraklasie nie był zbyt udany, jeszcze przed przerwą piłkarz otrzymał czerwony kartonik, a jego drużyna uległa w starciu z Legią Warszawa. Z lepszej strony Wilusz pokazał się tydzień później w Gdańsku, gdzie dzięki dobrej grze całego zespołu „Medaliki” zwyciężyły 3:1.


Niewątpliwie, Maciej Wilusz, to zawodnik z bogatą przeszłością piłkarską. Będąc w formie, może być solidnym wzmocnieniem zespołu Marka Papszuna. Ale czy po kilku latach spędzonych w Rosji jest w stanie jeszcze wejść na wysoki poziom? Na to pytanie poznamy odpowiedź już niebawem.