Ilijan Micanski: Lubin to dla mnie szczęśliwe miejsce 28 lut

Ilijan Micanski: Lubin to dla mnie szczęśliwe miejsce

Legendarny już napastnik dla Kibiców KGHM Zagłębia Lubin opowiedział, co sprowadziło go znów Klubu, który stanowił dla niego przepustkę do kariery międzynarodowej. - Jest bardzo zimno, więc się nie kręcę po mieście. A tak na poważnie, to fani o mnie nie zapomnieli, wszędzie spotykam się z sympatią - mówi Micanski.

28 lut 2018 15:52

Fot. Zagłębie Lubin
Autor Zagłębie Lubin

Udostępnij

Inne

Co sprowadza Cię do Lubina, od kilku dni spotykamy Cię w Klubie?
Iliajan Micanski: - Sprowadza mnie dość poważna sprawa, bo wracam do zdrowia i formy po kontuzji. Dość długo mnie diagnozowano, później skierowano na zabieg. Od kilku miesięcy nie gram, a mam jeszcze motywację, by wrócić na najwyższy poziom.

Dlaczego więc Zagłębie?
- Bo to szczęśliwe dla mnie miejsce. Dzięki Zagłębiu zrobiłem międzynarodową karierę, wszedłem na poziom reprezentacyjny. Moja kariera tutaj układała się bardzo dobrze, do dziś utrzymuję kontakt z ludźmi, których spotkałem kilka lat temu. Chcę też zaznaczyć, że jestem bardzo wdzięczny prezesowi i trenerowi, bo pozwolili mi przygotowywać się właśnie w Zagłębiu. Jest tutaj też Darek Puchalski, dla mnie bardzo dobry specjalista, który zawsze potrafił postawić mnie na nogi. Zaczęliśmy pracować, mam nadzieję, że szybko dojdę do formy.

A ile potrwa Twój powrót na boisko?
- Od miesiąca trenowałem indywidualnie w Bułgarii, wreszcie lekarz zezwolił na mocniejszą pracę. Ciężko wyrokować, ile potrwa sam powrót na boisko. Jestem dobrej myśli, bardzo zmotywowany.

A jak reagują Kibice na Twój widok?
- Jest bardzo zimno, więc się nie kręcę po mieście (śmiech). A tak na poważnie, to fani o mnie nie zapomnieli, wszędzie spotykam się z sympatią. Nawet kiedy wynajmowałem auto, to obsługa salonu mnie kojarzyła. Dobrze się tutaj czuję i to pomaga.

Pamiętam wiadomość od Ciebie sprzed kilku dni: „Bułgar wraca, wróci szczęście do Zagłębia”. Wczoraj wygraliśmy w Niecieczy, przypadek?
- (śmiech) To nie jest przypadek. Chcę też powiedzieć, że zazwyczaj przynoszę szczęście drużynom, przy których jestem. Nie muszę grać, muszę być tylko w pobliżu. Różnie układała się moja sytuacja w zespołach, w których grałem, czasem siedziałem na ławce, czy na trybunach, ale te drużyny zawsze łapały fajne serie i odnosiły zwycięstwa. Wychodzi na to, że trzeba mieć Ilijana.

A zmieniłeś się przez te wszystkie lata nieobecności w Lubinie. Nadal jesteś przekonany, że Bułgar to najlepszy piłkarz na świecie?
- Oczywiście! (śmiech) Ci, którzy mnie znają, uparcie powtarzają, że „Julek” wcale się nie zmienił.

Pytanie, które powinienem zadać na początku. Jakie to problemy ze zdrowiem wykluczyły Cię z gry?
- Odkleiło mi się ścięgno. Dla jednych to błahy problem, ale dla mnie stanowił spory dyskomfort. Skąd w ostatnim czasie moje problemy ze zdrowiem? Myślę, że wynikają z faktu, że trochę za mocno eksploatowano mnie w Niemczech… Nie zawsze grałem, ale byłem ciągle w bardzo mocnym treningu, jeździłem też na kadrę. Praktycznie nie miałem wakacji. Ale uważam, że stać mnie jeszcze na dobrą grę. Potwierdziło to kilka miesięcy w Koronie Kielce, szybko wskoczyłem do składu, strzeliłem ważne gole. Byłem gotowy do zabawy na takim poziomie. Bułgar jest w stanie jeszcze sporo dać swojej drużynie. A teraz musimy kończyć, bo czeka na mnie Darek Puchalski, kolejny dzień pracy przed nami!