Saša Balić | Zawsze starałem się dawać z siebie maksimum 27 paź

Saša Balić | Zawsze starałem się dawać z siebie maksimum

Po ligowym spotkaniu z Lechią Gdańsk, a przed pucharowym pojedynkiem z Podbeskidziem Bielsko-Biała, porozmawialiśmy z obrońcą KGHM Zagłębia Lubin, Sašą Baliciem. Sympatyczny Czarnogórzec opowiedział nam o swoich odczuciach związanych z 100. występem w “Miedziowych” barwach oraz o przygotowaniach do kolejnej rundy Pucharu Polski.

27 paź 2020 11:15

Fot. Zagłębie Lubin S.A.
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Ekstraklasa

Sasa, spotkanie z Lechią było Twoim 100. występem dla KGHM Zagłębia Lubin. Szybko zleciało, prawda?

- No tak, prawda. To trochę taki jubileusz. Dla mnie jest on bardzo fajny. Tak jak powiedziałeś - szybko to minęło. Zawsze starałem się dawać z siebie maksimum. Czasami udawało się to lepiej, czasami gorzej, ale zawsze byłem zawodnikiem zespołowym. Cieszę się z tego, bo rozegranie stu spotkań dla jednego klubu jest świetnym uczuciem.

Od kiedy przyszedłeś do Zagłębia, naszą drużynę prowadziło czterech szkoleniowców - trener Stokowiec, Lewandowski, Van Dael i teraz jest trener Sevela. U każdego z tych szkoleniowców grałeś. Może na początku mniej, kiedy wchodziłeś do zespołu, debiutowałeś z Jagiellonią Białystok i przez pierwsze mecze wchodziłeś jeszcze z ławki. Później już grałeś od pierwszej minuty u każdego trenera i to bardzo dużo.

- Tak, to prawda. Kiedy przychodziłem tutaj, już po trzech kolejkach, to debiut zaliczyłem z Jagiellonią w pucharze. Ten mecz pamiętam do tej pory. W domu wygraliśmy 2:1. Prawda, zmieniali się trenerzy i u każdego z nich grałem. Sam fakt, że każdy trener na mnie stawiał, bardzo mnie cieszy, bo to jest bardzo ważne, kiedy wiesz, że masz zaufanie szkoleniowca. To jest najlepsze, co zawodnik może poczuć. Ja ze swojej strony dawałem wszystko, żeby każdy trener mógł mi zaufać i to się udaje.

Sasa, powiedz, jakie masz najlepsze wspomnienia z naszym klubem? Czy może to najlepsze jest dopiero przed Tobą?

- Mam dużo bardzo fajnych wspomnień. Jedną z takich historii jest to, kiedy moi rodzice pierwszy raz przyjechali do Polski i pierwszy raz byli na meczu po pięciu czy sześciu latach. Graliśmy domowy mecz z Termalicą i wygraliśmy 4:1. Wtedy udało mi się strzelić swoją pierwszą bramkę dla Zagłębia. Moi rodzice i siostra byli wtedy na trybunach i było to dla mnie bardzo fajne uczucie. Zagraliśmy też kilka ciekawych spotkań jak 4:0 na Jagielloni czy zwycięstwa z Lechem Poznań. Dużo było takich fajnych, wygranych przez nas spotkań. Oczywiście były także gorsze momenty, ale chcę zapamiętać tylko te dobre.

Patrząc z boku, można odnieść wrażenie, że Ty i Twoja rodzina dobrze się czujecie w Lubinie.

- Tak, jesteśmy tutaj już 3,5 roku. Szybko nauczyłem się polskiego, który mi dużo pomógł w aklimatyzacji z zespołem. W drużynie mamy teraz dużo zawodników z Bałkanów, ale ja mam bardzo dobry kontakt z każdym. Nawet kiedy przychodzi Polak, to też staram się mu pomóc, nie tylko tym, którzy trafiają do nas z Bałkanów. Jestem tu już dość długo. Szatnia się trochę zmieniła. Jestem teraz jednym z najstarszych wiekiem i stażem zawodników w drużynie. Ja i moja rodzina czujemy się tutaj bardzo dobrze. Moja córeczka zacznie tu w kolejnym roku szkołę. Myślę, że jesteśmy trochę związani z tym miastem.

Sasa, to teraz o piłce. Tak na chłodno, jak podsumowałbyś ostatnie, zremisowane spotkanie z Lechią Gdańsk?

- Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była jeszcze dobra. Szybko strzeliliśmy bramkę i myślę, że mogliśmy skończyć to spotkanie trochę wcześniej. Mieliśmy swoje szanse na 2:0 i gdybyśmy to wykorzystali, to ten mecz mógłby się inaczej potoczyć. Druga połowa nie była dobra w naszym wykonaniu. Nie wiem jaka jest tego przyczyna, bo to nie pierwszy raz, kiedy słabo wychodzimy na drugą część spotkania. Musimy nad tym popracować, bo kiedy jedną połowę grasz dobrze a drugą źle, to się tak musiało skończyć. Zostaje trochę niedosyt, bo w drugiej połowie też mieliśmy okazję na podwyższenie prowadzenia. Gdybyśmy tę setkę trafili, to na pewno byśmy ten mecz wygrali. Na tę chwilę nie wygląda to jednak tak źle, bo dobrze punktujemy. Teraz musimy się przygotować do następnych meczów.

No właśnie. Nasza sytuacja w tabeli jest dobra, bo jesteśmy przecież na trzecim miejscu.

- Tak jak mówiłem. Jesteśmy na trzecim miejscu, ale trochę tego niedosytu zostaje, bo z Cracovią w domu też powinniśmy wygrać. Byliśmy lepszym zespołem. Mieliśmy jednak szczęście w innych meczach. Punktujemy dobrze i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Chcemy jeszcze popracować nad naszą grą i lepiej utrzymywać się przy piłce. Musimy starać się jak najwięcej punktować.

Przed nami spotkanie pucharowe z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Następnie ponownie zmierzymy się z tą drużyną w rozgrywkach ligowych. W kwestii organizacji przedmeczowej i przygotowań do meczu, czy to jest łatwiejsze, że gra się dwa spotkania z rzędu z tym samym przeciwnikiem?

- Puchar jak puchar. Nie wiemy jakim składem wyjdzie Podbeskidzie. Może stawiają więcej na puchar, bo przecież są beniaminkiem i na pewno chcą się pokazać z jak najlepszej strony w każdym spotkaniu. Analiza dopiero przed nami. Zobaczymy, co nasz sztab powie o tej drużynie. Musimy bardzo dobrze nastawić się na spotkanie pucharowe, bo oni też są ekstraklasowym zespołem. Może i na tę chwilę nie wyglądają dobrze, ale to nie ma żadnego znaczenia, bo każda drużyna wychodzi na boisko z nastawieniem wygrania swojego meczu. Tak na pewno będzie z nami. Musimy dobrze przygotować się do tego spotkania. Myślimy tylko o nim. Liga jest dopiero po spotkaniu pucharowym. Mamy w nim swoje cele i teraz skupiamy się tylko na tym meczu.